Data: 8 grudzień 2005 r.

Dział: Świat

Temat: Amerykanie

Rozwinięcie: Amerykanie

            Obgaduję na tych "łamach" różne narody, zwłaszcza Niemców, ale co ja na to poradzę, że nienawiść pomiędzy nacjami rozwija się na pożywce różnic kulturowych i cywilizacyjnych. Amerykanom - tym najeźdźcom i mordercom niewinnych Indian - też się coś ode mnie należy.

            Zaczynam już dziś, od fragmentu z książki Edwarda T. Halla "Ukryty wymiar". Fragment ten tłumaczy zachowanie przedstawicieli dwuchsetletniego narodu z kilkunastopunktową konstytucją.

            "(...) w Stanach Zjednoczonych akceptuje się powszechnie niewidzialną barierę rozciągającą się wokół dwu lub trzech rozmawiających ze sobą osób, która odgranicza ich od reszty towarzystwa. Już sam ten dystans izoluje każdą tego typu grupę od otoczenia i obwarowuje ją ochronnym murem prywatności. Głosy rozmawiających są zwykle przyciszone, by nie przeszkadzać innym, a jeśli nawet są dość donośne, inni zachowują się tak, jakby niczego nie słyszeli. W ten sposób respektuje się prywatność niezależnie od tego, czy istnieje ona faktycznie, czy też nie." (str. 169)

            Stąd bierze się, być może, open space w ich biurach, czyli 100 biurek w jednym pomieszczeniu nie oddzielonych pomiędzy sobą żadnym przepierzeniem. Jedni siedzą drugim na głowie, wszyscy naraz prowadzą rozmowy telefoniczne, przez to łamią zasady feng shui i skracają sobie życie o 10 lat. Niektórzy mówią, że to "cost cutting" czyli oszczędność wydatków, ale z uczonej książki wynika, że to zwyczaj kulturowy.

            cdn.

22 listopad 2008 r.: Jeremy Clarkson, który jest Anglikiem, nie znosi Amerykanów i Niemców. W zbiorze felietonów "Wściekły od urodzenia" w następujący sposób pisze o Amerykanach:

            „Byłem przerażony dowiadując się, że najmniejszy producent samochodów w Stanach, Chrysler, musiał wypłacić 164 miliony funtów odszkodowania po tym, jak sąd w Południowej Karolinie ustalił, że firma, najwyraźniej świadomie, sprzedaje vany z wadliwymi zamkami tylnych drzwi.

            Wydaje się, że 12-letni chłopiec poniósł śmierć przez to, że tylne drzwi w Dogde'u jego ojca rzekomo gwałtownie się otworzyły. Nieważne, że Dodge przejechał na czerwonym świetle i został potrącony przez inny samochód. Nieważne, że Chrysler obiecał bezpłatną wymianę wszystkich wadliwych zamków.

            Po takim orzeczeniu, zasądzającym kwotę dwukrotnie większą niż najwyższe wypłacone dotąd przez firmę samochodową odszkodowanie, sąd dał zielone światło pozostałym 37 sprawom wymierzonym w Chryslera. Zdaniem ekspertów, firma poniesie z tego tytułu straty rzędu 5 miliardów funtów, co całkiem skutecznie może ją wykończyć.

Musicie jednak pamiętać, że to wszystko dzieje się w Stanach, w kraju, gdzie mamy do czynienia z dwiema kategoriami ludzi: z tępakami i z prawnikami. Jeśli prawnik wygłosi w sądzie efekciarskie przemówienie, ława przysięgłych pomyśli, że ogląda „The Oprah Winfrey Show” i zagłosuje tak, by wykończyć tę wielką, wstrętną, winną śmierci dzieci korporację” (str. 273)  

            Dlatego wybory prezydenckie wygrał Barack Hussein Obama. Jedyną szansą, aby przegrał, było zrobienie prawyborów pomiędzy Kaczorem Donaldem i Myszką Mickey i wystawienie Psa Pluto.

            „Wydaje mi się, że w zeszłym roku jakaś gruba ryba w korporacji General Motors dostała pod choinkę atlas świata. Potrafię sobie nawet wyobrazić szok, jakiego musiał doznać ten biedny chłopina, gdy zrozumiał, że jego nauczyciele, gazety i wiadomości telewizyjne przez cały czas kłamały.

            Tylko pomyślcie. Przez 50 lat swojego życia był przekonany, że Bóg ma na imię Hank i że świat kończy się na Los Angeles. Wiedział, że Amerykanie bezskutecznie poszukują innych cywilizacji - dowodem na to jest przecież wyrzutnia rakiet na Przylądku Canaveral. Ale tu, na jego kolanach leżał atlas - wielka księga, która opowiadała o dziwnych, egzotycznych miejscach, gdzie ludzie też oddychają powietrzem, mają centralne ogrzewanie i prasowalnice od spodni firmy Corby. Owszem, nawet samochody.

            Gdy po przerwie świątecznej wrócił do pracy, koledzy zaczęli traktować go jak wariata - chodził po biurach niespokojnym krokiem i mówił, że poza Stanami Zjednoczonymi występują formy życia.

            - Co? Masz na myśli ocean? Chodzi ci o ryby? O wieloryby? O słonie morskie?

            - Nie, nie… Mówię o istotach dwunożnych. Żyją w miejscach takich jak Japonia, Południowa Afryka i Zjednoczona Brytania. Możemy im sprzedawać samochody. Wystarczy tylko przełożyć kierownicę na drugą stronę. Będziemy bogaci!.” (str. 333)

            General Motors pada i rozważa możliwość ogłoszenia upadłości.

25 styczeń 2009 r. - Niespodziewanie coś dobrego napisał o Amerykanach Umberto Eco („Rakiem Gorąca wojna i populizm mediów”).  

            „Inną zasadniczą regułą jest, że mówi się prawdę i że w pierwszej instancji zakłada się zawsze, że mówisz prawdę. Jeśli zapraszają cię na jakieś spotkanie, a ty powiesz, że jesteś zajęty (Sorry, I Am busy), mówią „przepraszam” i nie nalegają. Jeżeli jednak się zgodzisz, a potem nie przyjdziesz, wyda się to im wręcz niewyobrażalne. Mówi się prawdę poborcy podatkowemu i pamiętacie zapewne, że Al Capone poszedł do więzienia nie za masakrę w dniu Św. Walentego, lecz dlatego, że oszukał fiskusa, oraz że Nixon stracił posadę z powodu kłamstwa.

            Ufność Amerykanów (dla nas naiwna) ma groteskowe aspekty. Zdarzyło mi się w Stanach zgubić kartę kredytową. Ponieważ nie wiedziałem, do kogo zadzwonić, zamieszkały tam od dawna, doświadczony znajomy wziął sprawę w swoje ręce, zwracając się do właściwego biura. Pod koniec rozmowy telefonistka spytała go jednak, czy jest panem Eco, a po usłyszeniu, że nie, powiedziała, że będzie mogła wystąpić o wydanie nowej karty tylko wtedy, gdy porozmawia z Mister Eco osobiście. Znajomy przekazał mi słuchawkę, ja zapewniłem ją, że jestem Mister Eco in person, we własnej osobie. Telefonistka uwierzyła mi, następnego dnia otrzymałem kartę. Oczywiście do telefonu mogłaby podejść jakaś inna osoba, ale było niewyobrażalne, żeby tak się stało, telefonistce nie przyszło nawet do głowy, że mógłbym skłamać. W każdym razie ona byłaby w porządku.” (str. 182-183)

______________________________________________________________________________________________________________

Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.

Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.

Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl

_______________________________________________________________________________________________________________

Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

***** strona domowa Waldemara Matlana *****