Antykoncepcja jest zapewne stosowana od tego dnia, w którym człowiek zdał sobie sprawę, że przyjście na świat potomka spowoduje komplikacje w jego życiu, życiu tego potomka lub kłopoty innego rodzaju. Antykoncepcja jest wytworem cywilizacji. W pierwszym okresie dziejów ludzkości samiec i samica homo sapiens kopulowali nie wiedząc, że w wyniku tej kopulacji następuje zapłodnienie i poród. W mitach greckich są wzmianki o kobyłach, które nastawiają się zadami pod wiatr, ponieważ wierzono, że następuje ich "zapylenie" nasieniem jak w przypadku roślin. Drugi okres rozwoju cywilizacji ludzkiej rozpoczął się w momencie, w którym człowiek zrozumiał, że to nie wiatr, ale stosunek samca i samicy powoduje zapłodnienie. Od tej pory ludzie rozmnażali się chętnie, ale bezplanowo, a wysoka śmiertelność niemowląt powodowała, że stadko-rodzina o większej ilości dzieci cieszyła się większym szacunkiem, niż rodzina bezdzietna. Trzecia era cywilizacji rozpoczęła się od momentu, kiedy ludzie wykapowali, że można zażywać rozkoszy i nie mieć dzieci. Chwila ta musiała nastąpić w czasach, kiedy istniały zaawansowane stosunki społeczne: małżeństwo, miłość, niewierność. Biblia opisuje grzeszną namiętność Onana i żony Putyfara. Bez wiedzy Putyfara zdradliwa żona odbywała z kochankiem stosunek przerywany. Nie wiadomo bliżej z jakich powodów praktyki masturbacyjne nazwano od imienia jej kochanka onanizmem.
Sposoby pozwalające uniknąć ciąży są przeróżne i nie będę ich tu opisywał. W dzisiejszych czasach istnieją metody nieszkodliwe dla zdrowia kochanków. Wszystkie one, z wyjątkiem kalendarzyka małżeńskiego, są potępione przez kościół. Podobno z biblii wynika nakaz rozmnażania się, a przyjście na świat dziecięcia jest spowodowane wolą Boga. Można prowadzić życie płciowe, ale tylko dlatego, żeby się przekonać, czy wolą Boga było pobłogosławić rodzinę potomkiem, czy nie. Używanie środków antykoncepcyjnych przeciwdziała bożym planom i jest wyrazem "cywilizacji śmierci", to znaczy, że jeżeli nie dopuszczamy do zapłodnienia, czyli powodujemy zniszczenie trzech milionów plemników, zamiast trzech milionów minus jeden, to tak samo jakbyśmy wzięli do ręki pistolet i zastrzelili sąsiada.
Obecnie żyje na świecie osiem miliardów ludzi, środowisko naturalne jest zdegradowane, większość z tych ośmiu miliardów głoduje, AIDS rozszerza się z piorunującą szybkością, czyż więc zakaz używania prezerwatyw nie jest głoszeniem "cywilizacji śmierci"? Czym jest szantaż moralny zmuszający matkę do urodzenia piętnastego potomka w głodującej rodzinie szesnastoosobowej? Czym jest produkcja chorych na AIDS w rodzinach zarażonych tą chorobą albo produkcja Murzynków ze wzdętymi brzuszkami obgryzanych przez muchy?
Używanie środków antykoncepcyjnych powinno się spotykać z zachętą od najmłodszych lat. Ziemi nie zagraża brak ludzi. Ziemi, zagraża ich nadmiar.
25 maj 2004 r. - poniżej logika, której nigdy nie zrozumiem. Fragment pochodzi z książki Kathryn Spink pod tytułem "Matka Teresa":
"Matka Teresa nie mogła się pogodzić nawet ze sterylizacją ofiar trądu, mimo że często zarażały one swoje dzieci.
- Dziecko jest w ich życiu jedyną radością. Bogaci mają tyle innych rzeczy. Jeżeli zabierzecie dziecko z domu biedaka lub trędowatego, kto będzie się do nich uśmiechał? Kto sprawi, że poczują się lepiej?
Była to logiczna konsekwencja podkreślanej przez nią zasady, by "aż do bólu kochać" Chrystusa, którego widziała w każdym człowieku. Ta sama logika kazała jej wkraczać tam, dokąd inni bali się zaglądać, opatrywać przyprawiające o mdłości rany trędowatych czy ryzykować życie w miejscach, gdzie rządzi przemoc i ból. Według niej to, "co piękne", można znaleźć w najbardziej niespodziewanych miejscach.
- Często oglądamy tu trędowatą kobietę, która ledwie trzyma się na nogach, lecz przychodzi z daleka tylko po to, by upewnić się u sióstr, że nic nie zagraża zdrowiu jej dziecka. Zauważyła u niego oznaki trądu, przyszła więc, pieszo przemierzyła całą drogę... Miałyśmy też cudowny przypadek: pewna kobieta prawie wcale nie miała stóp, a przeszła ponad sześć mil, niosąc w ramionach niemowlę. Powiedziała: "Siostro, proszę spojrzeć, moje dziecko też jest chore na trąd". Zauważyła bowiem na jego ciele znamię. Siostra zbadała je i pobrała rozmaz, okazało się jednak, że to nie trąd. Matka była tak szczęśliwa, że wzięła maleństwo na ręce i ruszyła z powrotem, nie zatrzymując się nawet, by odpocząć. To jest bardzo piękne." (str. 90-91)
To jest przerażające. Trąd jest chorobą genetyczną, a więc dziedziczną. Trądem nie można się zarazić. Płodząc dzieci trędowaci powodują rozprzestrzenianie się choroby. Jedyna metoda walki z chorobą, to uświadomienie trędowatym jej natury i zachęcanie do antykoncepcji. Opowiadanie banialuk o matczynej miłości nic tu nie pomoże.
______________________________________________________________________________________________________________
Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.
Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.
Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl
_______________________________________________________________________________________________________________
Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych
Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła