Nadszedł czas, aby zająć się zjawiskiem antysemityzmu. Do tej pory uważałem, że antysemityzm jest wytworem religijnej nienawiści. Ponieważ Żydzi zabili Chrystusa, chrześcijanie, indoktrynowani przez kościół instytucjonalny, nienawidzą morderców swojego Boga. Antysemityzm wzmacniał się, według mojej dotychczasowej teorii, przez zamierzoną odmienność kulturową Żydów i ich większy niż innych nacji udział w handlu i lichwie. Ten większy udział wziął się z powodu diaspory spowodowanej właśnie odmiennością kulturową i religijnie uświęconą możliwością pobierania procentu od pożyczonych pieniędzy, czyli lichwą. Odsetki mogli Żydzi pobierać jedynie od gojów. Współplemieńcom mogli pożyczać, i mieli obowiązek pożyczać, bez oprocentowania.
Aż tu wpadła mi w ręce książka Stefana Bratkowskiego "Pod wspólnym niebem", która traktuje o Żydach w Polsce. Bratkowski jest byłym członkiem PZPR, który w 1981 r. był czynnym działaczem ruchów partyjnych głoszących konieczność odnowy partii poprzez związki poziome pomiędzy zakładowymi komórkami partyjnymi. Od zawsze kiedy pamiętam, pisał artykuły w prasie i książki. Jego książki pisane są potworną polszczyzną, jednakże czasami podejmuję trud przebrnięcia przez nią, ponieważ zawierają mnóstwo ciekawych faktów historycznych. Warstwa faktograficzna służy Bratkowskiemu do udowadniania tez, czasami ciekawych, a czasami głupawych. Ma poza tym Bratkowski odwagę głosić swoje poglądy wbrew opinii publicznej, co samo w sobie jest cenną wartością. Będzie jednym z nielicznych obrońców Polaków przez nadchodzącą germanizacją.
Otóż z książki Bratkowskiego wynika ni mniej ni więcej, tylko to, że antysemityzm religijny był marginalny i niegroźny, do momentu, kiedy Żydzi byli na tyle bogaci, aby było warto przejąć ich majątki i skarby. Wtedy to wyrzucano Żydów z kolejnych krajów (Hiszpania, Anglia), a oni przenosili się, obrabowani, do krajów Europy Środkowej (kierunek Niemcy - Polska - Litwa - Ukraina - Ruś). W tych okresach nienawiść religijna tylko wzmacniała antysemityzm.
Ale zacznijmy od początku książki. Bratkowski tłumaczy, skąd Żydzi polscy wzięli swe śmieszne nazwiska.
"Żydzi, jak cały Bliski Wschód z Ormianami włącznie, przez wieki nie używali nazwisk, tylko imienia ojca (chociaż ich stare rody rabiniczne, rozrodzone po setkach lat w tysiące potomków, przekazywały im poczucie rodzinnej przynależności). Kiedy Prusacy po ostatnim rozbiorze Polski w 1795 roku zajęli Warszawę, wzorem Austrii zmusili miejscowych Żydów polskich do przyjęcia nazwisk (oczywiście nie dopiero w 1812, jak stoi w świetnym skądinąd słowniku "Historii i kultury Żydów polskich"). Z reguły nadawali im te nazwiska przymusowo urzędnicy pruscy, częstokroć wręcz ośmieszające, konstruowane z dwóch wyrazów niemieckich bądź polskich. Popisywał się tym w Warszawie akurat Ernest Teodor Amadeusz Hoffman, zabawiający się tym zadaniem, znudzony w roli urzędnika. "Sonnenberg" przynajmniej nie uwłaczało." (str. 69-70)
A Niemiec, o którym mowa, to przecież słynny romantyczny pisarz, kompozytor i rysownik, autor "Dziadka do orzechów", twórca wrażliwości dziecięcej.
Nowożytny antysemityzm narodził się w Niemczech i Austrii po 1870 roku. Mowa o tym antysemityzmie, który doprowadził do holocaustu.
"Nowożytny antysemityzm w Europie wybuchnął najpierw w Niemczech i Austrii - wcale nie jako dalszy ciąg odwiecznego europejskiego antysemityzmu. Impuls mu dał słynny krach giełdowy roku 1873. Musimy się bliżej przyjrzeć temu procesowi, ponieważ stanowi on bardzo dosadną lekcję polityczna, a pociągnie za sobą w dalszej przyszłości koszmarne konsekwencje da losu Żydów polskich i w ogóle Żydów Europy. Wbrew stereotypom, powtarzanym w dziele Paula Johnsona i w innych opracowaniach, antysemityzmy europejskie były zgoła różne.
Niemcy wieku XIX być może nie kochali swoich Żydów, ale ich już nie prześladowali. Władcy Niemiec, wielcy i mali, korzystali z pomocy swoich żydowskich finansistów, ci zaś byli w ogromnej większości - patriotami swoich krajów, jak potem całych Niemiec.
Ludzie, którzy w Niemczech znali się na pieniądzu, byli w 9/10 Żydami. Nawet w wolnych miastach Niemiec, takich jak Hamburg czy Frankfurt. W dziesiątkach królestw, ksiąstewek, biskupstw, margrabstw i hrabstw - wyłącznie oni. W Berlinie stanowili zaledwie 3 procent mieszkańców, ale co drugi przedsiębiorca był Żydem. Nie tylko więc Rotszyldowie, którzy w XIX wieku wprowadzili Niemcy w kapitalizm giełdowy, a giełdę frankfurcką uczynili jedną z czołowych giełd świata.
Marzenie o "Niemczech ponad wszystko" realizował na pruski sposób - "żelazny kanclerz" Prus, Otto von Bismarck. Pobił Austrię i zdruzgotał potem cesarstwo francuskie Napoleona III. Francja musiała zapłacić kontrybucję, którą w Wersalu swoim dyktatem wydusił główny bankier Bismarcka, fachowiec, onże Gerson Bleichroder: w ciągu trzech lat 5 mld franków, prawie tyle, ile wynosił cały dochód narodowy Prus (równowartość miliarda ówczesnych dolarów, a 200 milionów funtów szterlingów). Zwycięstwa, zjednoczenie i deszcz złota pozwoliły Niemcom zapomnieć o naturze Prus. Reżim pruski stał się stosunkowo szybko wyznaniem wiary całych Niemiec.
Londyńscy i paryscy Rotszyldowie wzięli na siebie organizacyjno-finansową obsługę kontrybucji i poradzili sobie z tym lepiej, niż bankierzy Berlina, którzy nie mieli gdzie olbrzymich sum pieniędzy w twardej monecie pomieścić. Wagony srebrnych pięciofrankówek francuskich wracały potem do Paryża dla zakupu złota i przez trzy lata zaplombowane wagony ze zbrojnymi eskortami woziły złoto francuskie do Niemiec. Sporą część tej gotówki wpuszczono w rynek bezpośrednio - bo rząd Bismarcka postanowił zrewanżować się poddanym za subskrypcję pożyczek państwowych i podjął ich spłatę. Tak wywołała gorączkę lat 1871-1873, "lat założycielskich", "grundingjahre".
Ich obraz przetrwał w wersji karykaturalnej - jako lat szaleństwa spekulacji. Jednakże budowano wtedy w Niemczech tysiące kilometrów linii kolejowych rocznie. Inwestowano i w przemysł. I wcale, wbrew opinii Engelsa, nie "dla spekulacji". Niemcy nie zwariowały, a rady Bleichrodera otworzyły im drogę do normalnej cywilizacji pieniądza: bankowe spółki akcyjne zyskały w Prusach pełne prawa obywatelstwa w kwietniu 1870 roku, jeszcze przed atakiem na Francję. W owym 1870 roku Niemcy miały 31 banków akcyjnych z kapitałem łącznym około 400 mln marek, w ciągu owych następnych trzech lat powstało dalsze 107 banków z kapitałem 706 mln marek, w tym - trzy banki, które zadecydują potem w dużym stopniu o przyszłości Niemiec, Deutschebank, Dresdnerbank i Kommerz- und Privatbank w Hamburgu.
Mechanizm katastrofy uruchomiły tłoczone w gospodarkę wolne pieniądze. W ciągu roku 1871 powstało w samym Berlinie 26 nowych banków i towarzystw obrotu nieruchomościami, rok później było ich 50. Spekulacja ogarnęła głównie ubezpieczenia, dziedzinę interesów wprost wymarzoną dla przedsiębiorstw o niepełnym kapitale: Napływem gotówki od naiwnych sztukują one swe niedobory i uzyskują dywidendy już w ciągu roku, niewyobrażalnie szybko w porównaniu nawet z handlem. Zarobiwszy dla swych założycielskich wkładów "przebicie" czasem pięciokrotne, a i dziesięciokrotne, planowo bankrutują.
Zakładano w końcu, jak w epoce "baniek mydlanych" w Anglii przed 150 laty, spółki bez żadnych zadań gospodarczych. Na wszelkie emitowane akcje czekała głodna publiczność, którą prasa karmiła coraz nowymi nadziejami. Kto tylko miał pieniądze, grał na giełdzie lub lokował swoje środki w akcjach lukratywnych z pozoru spółek. Zwariowała - niemiecka warstwa średnia. Spółki puchły od wkładów jak bańki mydlane.
Aż przyszedł krach. Najpierw dotknął giełdę w Wiedniu, a w kwietniu 1873 roku zniszczył wszystko. Świat runął. Padło 61 banków, padły wszystkie grynderskie spółki ubezpieczeniowe. Wielki wzlot ogólnego entuzjazmu spekulacji zamienił się w klęskę.
Jedynymi, którzy nie stracili, byli zawodowcy pieniądza. A więc Żydzi. Stąd kiedy owe bańki mydlane pękły, w atmosferze Rzeszy bluzgnęło antysemityzmem. Bo niemiecka i austriacka warstwa średnia odkryła winnych w ludziach finansów, w - Żydach. To oni obłowili się na jej stratach, oni zgarnęli "nasze pieniądze". Wskazywali tych winnych najpopularniejsi dziennikarze mieszczańskiej prasy. Często ci sami, którzy przedtem bili w bęben wielkiej hossy.
Mało kto sobie zdaje dziś sprawę, że właśnie z owymi wydarzeniami kojarzyć trzeba narodziny zgoła nowego, choć na ciągle tych samych motywach opartego, austriackiego i niemieckiego antysemityzmu. Gdyby nie ten krach i jego niegasnące latami wspomnienie, wątpliwe, by austriaccy pionierzy politycznego antysemityzmu na przełomie wieków, a Hitler po nich, znaleźli tylu zwolenników dla swych oszalałych idei..." (str. 83-85)
Niemcy taką właśnie mają logikę myślenia i zawsze znajdą winnego. Powyższy opis zdarzeń historycznych wspiera moją teorię, że to nie Hitler ogłupił mądry i uczciwy naród niemiecki, tylko ten naród bardzo potrzebował Hitlera dla realizacji swoich naturalnych potrzeb.
Antysemityzm niemiecki doprowadził do holocaustu. Państwa zachodnie, które nie uczyniły prawie nic, aby pomóc prześladowanym Żydom, spoglądały na to zjawisko oczami Żydów, którzy przeżyli. A ich spojrzenie nie zawsze było obiektywne:
"Obraz tych lat zniekształciło świadectwo - Emanuela Ringelbluma. Czcimy go za dokumentację życia w getcie warszawskim i późniejsze męczeństwo; zapominamy, że był - komunistą. Ze wszystkimi tego ideologicznymi konsekwencjami. Podczas okupacji hitlerowskiej to Polacy wydobyli go z obozu SS w Trawnikach, przechowywali go potem w specjalnym bunkrze inni Polacy, którzy zapłacili za to życiem, rozstrzelani przez Niemców razem z nim, a jednak to on, schowany w owym bunkrze, sformułuje potem pod adresem Polaków i władz polskiego podziemia pretensje, powielane w dziesiątkach publikacji aż po dziś dzień, o niedostatecznej pomocy dla Żydów. Choć on akurat wiedział doskonale, że przez pierwsze dwa lata okupacji terror niemiecki w Warszawie kierował się właśnie przede wszystkim przeciwko Polakom, mordowanym w masowych ulicznych egzekucjach, i że ten terror miał sparaliżować opór polski. Oczekiwać wtedy pomocy od polskiego podziemia było jak wymagać tańca od kogoś, kto z połamanymi nogami uczy się dopiero chodzić o kulach." (str. 159-160)
"Polskich symbolicznych drzewek na wzgórzu Yad Vashem w Izraelu jest najwięcej, blisko 6 tysięcy, ale sam znam wiele rodzin polskich, (...), dla których byłoby uwłaczające starać się o wyróżnienia z tytułu ratowania ludzi wymagających pomocy. Znam wśród nich takie, które po wojnie - jak państwo Połtorzyccy - musiały wręcz podopiecznym wystawiać zaświadczenia na użytek władz państwa Izrael, potwierdzające, że uratowany podlegał w czasie wojny prześladowaniom (!). Ich Gienia, podrzucona im pewnego wieczoru przed godziną policyjną, wyszła z innymi paniami z Muranowskiej 6 pod mur i nie odezwała się, kiedy wezwano do wskazania Żydów; wygląd miała "aryjski"; zdradziłby ją akcent i wobec tego panny Połtorzyckie kazały Gieni udawać głuchoniemą...
Byli oczywiście tacy, którzy przechowywali Żydów nie za darmo, ale wbrew przypuszczeniom nie zdarzało się to zbyt często, bo żadne pieniądze nie równoważyły podejmowanego ryzyka: okupant, wykrywszy pomoc udzieloną Żydom, zabijał "winnego" na miejscu. I "winnego", i całą jego rodzinę. Ryzyko wymagało wyższych motywacji, niż korzyść materialna. Stąd też na każdego ze "sprawiedliwych", którzy mogli zasadzić owe symboliczne drzewka, przypadło kilku takich, którzy zginęli z całymi rodzinami - jak ci ratujący Ringelbluma, rozstrzelani przez Niemców razem z nim. By uszedł cało jeden człowiek objęty ustawami norymberskimi, trzeba było konspiracji kilku osób.
Książka Ringelbluma, utożsamiającego się ideologicznie z warstwami niższymi, zawiera też pretensje do Polaków, którzy przywłaszczyli sobie powierzone im mienie przyjaciół lub wspólników żydowskich i dzięki temu "dorobili się fortun". Takich, którzy w ogóle mogliby to zrobić, dałoby się zapewne wyliczyć na palcach obu rąk; przyjaźni w świecie interesów było między Polakami a Żydami bardzo mało, wspólnych interesów jeszcze mniej. Związki takie wchodziły w rachubę tylko w kręgu interesów największych, w kręgu małej grupki milionerów, a tu żadnej nielojalności nie zanotowano. Zresztą wielki finansista, Alfred Falter, który w pełni już przed wojną orientował się, co się może zdarzyć, zlikwidował swe interesy i opuścił Polskę przed jej wybuchem; "król Łodzi", Oskar Kon, wprawdzie się z tym spóźnił, ale Gestapo samo dowiozło go z żoną do Szwajcarii, gdzie Hermann Goring Werke wypłaciło mu milion franków szwajcarskich w złocie za akcje Widzewskiej manufaktury, i tak zadłużonej. Jeśli nawet w Warszawie dałoby się zidentyfikować jakichś nieuczciwych polskich partnerów interesów z Żydami, to los ich pokarał później kompletną utratą wszystkiego w czasie Powstania Warszawskiego." (str. 188-189)
W trakcie Powstania Warszawskiego, które na Zachodzie mylą z Powstaniem w getcie warszawskim, powstańcy odbili obóz na Gęsiej.
"Atak 5 sierpnia na zorganizowany wśród ruin getta żydowski obóz pracy, przy ul. Gęsiej, na tzw. Gęsiówkę, okupili powstańcy z batalionu Zośka niebywałymi stratami; chodziło o to, by wyzwolić 350 skupionych tam Żydów, zanim ich esesmani wymordują - jak wymordowali tegoż dnia do nogi personel oraz około 300 rannych i chorych szpitala Wolskiego (wieczorem tej soboty wymordowali inny szpital, na Lesznie, wraz z okoliczną ludnością cywilną, razem około 1000 osób)." (str. 192)
I co spotkało naród polski za heroiczną pomoc Żydom?: wiadomość ściągnięta z Onetu.pl::< "Gazeta Wyborcza": Za informacje o ludziach kolaborujących z Niemcami w zagładzie Żydów podczas II wojny światowej można będzie od dziś zarobić 10 tysięcy euro. Dziennik pisze o inicjatywie Centrum Szymona Wiesenthala, które od lat ściga zbrodniarzy hitlerowskich. Pieniądze za informację, to istota akcji o nazwie " ostatnia szansa". Centrum w ramach tej akcji wykupi ogłoszenia w prasie tam, gdzie doszło do większych pogromów Żydów w czasie wojny, zachęcające żyjących jeszcze świadków do informowania o ludziach, którzy wydawali Żydów Niemcom lub sami ich mordowali. Ten pomysł napawa obrzydzeniem profesora Bronisława Geremka. Redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik uważa, że donos za pieniądze otwiera wrota do piekła porachunków, kłamliwych oskarżeń i demagogicznych uogólnień."Czemu proponuje się, by za pieniądze ścigać jeden typ ludobójców a rezygnować ze ścigania za opłatą wszystkich innych?" - pyta Adam Michnik.> Obrzydliwość. Centrum Wiesenthala całkowicie się zdegenerowało. Pozytywnie wypowiedział się o tym pomyśle redaktor Gelberg, ale to mnie nie dziwi, ponieważ ten dziennikarzyna już dawno dołączył do ludzi typu Szymona Weissa, byłego ambasadora Izraela w Polsce. Ci ludzie postępują, jakby uważali, że holocaust uzasadnia zbrodnie popełnione przez Izrael na Arabach.
Na koniec kilka ciekawostek historycznych:
"Niemcy niszczyli i palili getto ulica za ulicą, dom za domem. 8 maja otoczyli centralny bunkier ŻOB-u przy Miłej 18. Tam zginął Anielewicz; tylko mała garstka obrońców zdołała się wydostać kanałami poza getto, tak uratował się potem i Marek Edelman (nie zostawił na śmierć pomagających bojowcom dziewczyn w bunkrze, w kanały musieli wejść najpierw mężczyźni, dziewczyny po prostu nie zdążyły już wejść za nimi)." (str. 184)
Z tej nieporadnej polszczyzny wynika ni mniej ni więcej, tylko to, że jednak zostawili te dziewczyny na powierzchni, a czyż kapitan nie opuszcza tonącego statku ostatni? Marek Edelman był zastępcą Anielewicza, a potem działaczem Solidarności, a obecnie swoimi wypowiedziami równa do Gelberga.
Inny fragment:
"Z drugiej strony - trudno pominąć, z jaką misją wylądował na spadochronie w grudniu 1941 roku, Marceli Nowotko, dawny ideowy komunista, który walczył przeciw Polsce po stronie bolszewików w roku 1920, agent sowiecki, mający teraz powołać do życia Polską Partię Robotniczą. Zdradził się on przed swym młodym krajowym współpracownikiem z tajemnicą, czym się m.in. zajmą - a mieli podjąć dekonspirowanie dowódców AK przed Gestapo; onże młody człowiek uznał go za agenta Gestapo i zastrzelił (sam potem padł ofiarą partyjnej zemsty). (str. 190)
Z tego co mi wiadomo, Nowotkę zabił jeden z braci Mołojców, z powodu walki o władzę w partii, ale interpretacja Bratkowskiego wygląda przekonywująco.
"Inny komunista, dowódca jednego z partyzanckich zgrupowań Armii Ludowej, Grzegorz Korczyński, sam żydowskiego pochodzenia, kombatant wojny domowej w Hiszpanii, grupę Żydów, którzy uciekli z gett i przedostali się do jego oddziału, ale nie mogli nadążyć w marszach, kazał - wystrzelać, żeby nie wpadli w ręce Niemców." (str. 190)
Tenże Grzegorz Korczyński był oskarżany o wydanie lub wykonanie rozkazu strzelania do robotników podczas strajków na Wybrzeżu w 1970 r. Ponieważ ludzie wiedzieli o jego żydowskim pochodzeniu, stał się jeszcze jednym usprawiedliwieniem polskiego antysemityzmu.
Nie należy jednak stawiać znaku równości pomiędzy niemieckim i polskim antysemityzmem. Po owocach ich poznacie.
11 grudzień 2008 r. - Waldemar Łysiak pisze w książce " Mitologia świata bez klamek" wprost o przedsiębiorstwie holocaust.
"Jan Tomasz Gross (...) dostrzegł jak świetnie sprzedaje się "polski antysemityzm" czyli antypolonizm. Jak dobrze prosperują autorzy książek szkalujących Polaków, tudzież satyrycy wyszydzający Polaków (czołowy żydowski satyryk, Lior Szlain, twierdzi, że polska kultura to hipostaza, coś, co jest wzmiankowane, ale co nie istnieje). Zmienił więc "emploi" - stał się Polakożercą, eksploatując (tym razem z sukcesem) żydowską doktrynę polskiej odpowiedzialności za Holocaust. M. J. Rosenberg (Forum Polityki Izraelskiej): "Wrogość Żydów wobec Niemców została przeniesiona po wojnie na Polaków, bo Niemcy zostali sojusznikami Zachodu. Polska stała się łatwym chłopcem do bicia" (2008)." (str. 59-60)
"(...) antysyjoniści żydowscy zyskali miano "największych antysemitów" ex aequo z żydowskim uczonym Arielem Toaffem, szefem Wydziału Historii Żydowskiej na Uniwersytecie Bar-Ilan (Tel Awiw), który monografią "Krwawa Pascha - europejscy Żydzi i mordy rytualne" (2007) orzekł, iż "zabijanie chrześcijańskich dzieci na macę potwierdzają historyczne fakty". (...) Profesora Toaffa zmuszono do wycofania książki ze sprzedaży, jednak wycofać szkód, które monografia przyniosła, już nie się nie dało.
Podobnie z inną skandaliczną książką - z "Przemysłem Holocaust" żydowskiego historyka Normana Finkelsteina. Finkelstein dostał karnie dziesięcioletni zakaz wjazdu do Izraela, bo ośmielił się ujawnić, iż Żydzi pod pretekstem rekompensaty za Shoah grabią cały glob (rozkradane miliardowe "odszkodowania"), a także podważył "wyjątkowość Holocaustu", przypominając ludobójstwa analogiczne. (...) rosyjskie Gławnoje Uprawljenije Łagieriej (GUŁag) jest w Izraelu wyciszane, gdyż stanowi zbyt silną konkurencję dla Holocaustu. Teoria "wyjątkowości Holocaustu" zawsze będzie przez Izrael broniona jak niepodległość, co Żyd Leonard Fein (pisarz i politolog amerykański) skomentował arcylapidarnie: "Polityka triumfuje nad prawdą". (str. 63-64)
"(...) wedle genialnych słów noblisty Isaaca Bashevisa Singera: "Żyd współczesny nie może być bez antysemityzmu. Jeśli antysemityzm gdzieś nie istnieje - on go stworzy".
Stwarzają aż miło, dlatego mnoży się liczba doniesień o zapalczywych producentów antysemityzmu. Monique de Wael alias Misha Defonseca, żydowska autorka światowego bestselleru "Przeżyć z wilkami" ("Surviving with Wolwes", 2005), została zdemaskowana tuż po sfilmowaniu jej historii piętnującej Holocaust i paskudną Żydofobię gojowską (2008). Wszystko zmyśliła, jej ojciec kolaborował z Niemcami, miast nędzy i głodu sączyła luksus, itp., itd. Nazwano ją "mitomanką", a reklamujący jej antygojowskie konfabulacje Salon musiał przełknąć gorzką pigułkę wstydu. Lub te ohydne graffiti antyżydowskie (swastyki, szubienice itp.) malowane nocami na nowojorskich synagogach. Policja wreszcie capnęła sprawcę (2008) - okazał się nim Żyd Ivaylo Ivanov, były agent Mossadu. Lub te swastyki i antysemickie hasła kaligrafowane aerozolem (2008) na żydowskich gmachach (synagoga, szkoła, kilka instytucji) w Pikesville (stan Maryland). Trzej aresztowani sprawcy okazali się Żydami (jeden był członkiem wspomnianej synagogi). Lub ta żydowska studentka uniwersytetu stołecznego (George Washington University), którą przyłapano (2007) jak malowała swastyki na drzwiach komnat akademika. Chciała dobrze - chciała "pokazać czego się dopuszczają antysemici". Coraz liczniejsze są przypadki tego rodzaju szlachetności kotrantysemickiej." (str 65)
"(...) młodzież izraelską ekspediowaną wycieczkowo do Polski faszerowano przed wyjazdem kłamstwami o polskim (większym niźli niemiecki) współsprawstwie Holocaustu. Wręczano tym dzieciakom broszurową instrukcję, pełną nienawiści do Polaków, którzy - wedle twórców druku - dalej są takimi samymi antysemitami jak ich ojcowie i dziadkowie mordujący niegdyś Żydów w obozach Auschwitz-Birkenau, Treblinka lub innych ("Wszędzie tam będą nas otaczać Polacy. My będziemy ich nienawidzić za ich udział w zbrodniach", itp.). Wyszło też na jaw, że kiedy telawiwska ambasada RP wydała dla członków Marszu Żywych broszurę odpierającą antypolskie kłamstwa, władze izraelskie nie zezwoliły rozprowadzać tego druku! Pretekstem był fakt, że autorzy użyli niepoprawnego politycznie terminu "Niemcy", zamiast poprawnego "naziści" (sic!)." (str. 313)
"T. Rosenbaum (syn ocalonych z Holocaustu przez polską rodzinę), który głosi Amerykanom (w "The Los Angeles Times") jaki był stosunek Polaków wobec Żydów kiedy upadł hitleryzm: "Polscy sąsiedzi urządzali nagonki, łapali Żydów, okradali, zabijali, wywlekali z wagonów, rozbijali głowy żelaznymi łomami. Do tropienia Żydów najęto polskich harcerzy. Polska stała się, jak długa i szeroka, strzelnicą, a ocaleni z Holocaustu - celami. Mienie masowo mordowanych zawłaszczano bez pardonu. Była to rasowa czystka". Trudno wobec autora takich makabrobredni użyć innego określenia jak termin, którym posłużył się Józef Oleksy wobec swego towarzysza partyjnego, znanego komucha: "konfabulant schizofreniczny"." (str. 314)
_____________________________________________________________________________________________________________
Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.
Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.
Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl
_______________________________________________________________________________________________________________
Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych
Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła