Krzysztof Arciszewski oraz jego bracia dokonali zabójstwa Kacpra Brzeźnickiego. W następstwie tego zabójstwa Krzysztof i jego brat Eliasz musieli uchodzić z kraju. Krzysztof przesiedział całą zimę z 1623 r. na 1624 r. w Gdańsku, a następnie udał się na wygnanie do Holandii.
W Holandii, wraz z bratem Eliaszem, zajmował się badaniami inżynierskimi. Między innymi przeprowadzał badania podmorskie. Schodził pod wodę w skórzanym hełmie. Był więc pierwszym znanym z imienia i nazwiska polskim nurkiem. Zaprojektował podmorskie petardy do użycia przeciwko nieprzyjacielskim galeonom. Wraz z bratem budował mosty pontonowe. Jego umiejętności spowodowały, że stał się cenionym inżynierem wodnym.
Pod koniec 1925 r. powrócił na krótko do Polski, gdzie przebywał na dworze swojego protektora Krzysztofa Radziwiłła.
W 1927 r. Holendrzy zaproponowali mu udział w oblężeniu La Rochelle. Oblężenie trwało czternaście miesięcy, a po jego zakończeniu, w dowód nieprzeciętnych umiejętności Polaka, Holendrzy z Kompanii Zachodnio-Indyjskiej zaproponowali mu dowództwo kompanii (stanowisko kapitana piechoty) w wyprawie do Pernambuco w Brazylii. Podczas tej wyprawy Arciszewski dał się poznać jako dobry dowódca. Po trzech latach powrócił do Holandii z powodu zatargu z Wysoką Radą w Olindzie.
Rok później Arciszewski otrzymał nominację na głównodowodzącego holenderskiego w Brazylii, gdzie nie działo się najlepiej. Holendrzy oddawali pole Portugalczykom, którzy wykazywali większą waleczność i potrafili zyskać poparcie miejscowej ludności.
Arciszewski przybył do Brazylii czterema okrętami przywożąc około 500 żołnierzy. Po przybyciu postanowił, dla dobra sprawy, zrzec się uprawnień na rzecz dotychczasowego głównodowodzącego - pułkownika Zygmuna Schkoppe (Szkopa) - Polaka ze śląskiego zniemczonego rodu. Szkop był bitnym żołnierzem, ale brakowało mu zdolności przywódczych i śmiałych koncepcji, którymi były nacechowane działania Arciszewskiego. Wyprawa Arciszewskiego zakończyła się sukcesem i postanowił on wrócić do Holandii otrzymawszy list od Władysława IV, który wzywał go do Polski.
Dodatkowo, na jego decyzję wpłynął fakt, że do Brazylii przybywał nowy głównodowodzący - hrabia Nassau-Siegen.
W Holandii został przyjęty jako tryumfator. Zrezygnował z powrotu do Polski, ponieważ do Holandii dotarły informacje o zaostrzeniu stosunków religijnych i prześladowaniu Arian.
W 1638 r. Arciszewski został mianowany - z zalecenia Fryderyka Henryka Orańskiego - generałem artylerii, pułkownikiem sił lądowych i admirałem sił morskich w Brazylii z uposażeniem 1000 florenów miesięcznie i osiemnastoma ludźmi świty i służby. Spowodowane to było, między innymi porażkami na polu militarnym hrabiego Nassau-Siegen. Ten zdolny wielkorządca cywilny, wybitny i sprawny organizator był przeciętnym wodzem. Szkop opuścił Brazylię, a hrabia Nassau-Siegen podjął nieudaną operację inwazyjną przeciwko Portugalczykom w Bahii.
Podczas trzeciej wyprawy Arciszewskiego spotykały nieszczęśliwe przypadki i afronty. Dwa statki odłączyły się samowolnie od eskadry i wylądowały w Recife przed swoim dowódcą. Kiedy Arciszewski dotarł do portu na statku "Groote Christoffel" bateria nadbrzeżna zestrzeliła jego banderę. Było to spowodowane najprawdopodobniej rozkazami Nassau-Siegen, który nie zdołał zapobiec wysłaniu Arciszewskiego do Holandii, ale zapragnął utrudniać mu życie w każdy możliwy sposób. Oddał Arciszewskiemu do dyspozycji zrujnowane mieszkanie z przeciekającym dachem, pozbawione mebli, drzwi i okien, choć dobre pomieszczenia stały nie zajęte.
Zadania Arciszewskiego były zagrożone. Napisał więc list ze skargą do burmistrza Amsterdamu i zagroził, że wyśle go do adresata, jeżeli Nassau-Siegen nie zmieni swego postępowania. Holender pozornie ustąpił, jednakże za plecami Polaka wystarał się u Wielkiej Rady, rządzącej w Brazylii, o uchwałę zalecającą odesłaniu Polaka do Holandii. Schowawszy pismo za pazuchą siłą umieścił Arciszewskiego ze służbą na małej barce w Recife, skąd po trzydniowym poście odesłał go do Paraiby, gdzie przeokrętowano go na żaglowiec udający się do Holandii.
Po powrocie Arciszewskiego na stary kontynent, sytuacja Holendrów w Brazylii stale się pogarszała. Nassau-Siegen podał się do dymisji w 1644 r. W pozostawionym testamencie politycznym zapodał rady, plany i przemyślenia Arciszewskiego. Głównodowodzącym w Brazylii został Szkop w randze generała-lejtnanta. Pomimo bohaterskiej postawy Szkop nie był już w stanie powstrzymać naporu Portugalczyków. Prosił o posiłki, które przypłynęły do Brazylii zbyt późno pod wodzą admirała Witte de Witha.
(na podstawie książki Jerzego Pertka "Polacy na morzach i oceanach Tom I")
30 październik 2007 r.: O indolencji holenderskiej administracji kolonialnej pisał także Janusz Wolniewicz w książce "Łotry Pacyfiku". Oto najazd piratów pod wodzą Coxingi na holenderski wówczas Tajwan (Formozę). Ponieważ pisarz nie za bardzo radził sobie z nazwami geograficznymi, informuję, że Batawia to obecnie Djakarta na Jawie, a Siam (a raczej Sjam lub Syjam) to obecna Tajlandia. Zeelandia to holenderski fort na Tajwanie.
"Coyett, który był także gubernatorem holenderskiej Formozy, przez całe lata ostrzegał władze na Jawie o możliwej inwazji Coxingi i wciąż domagał się przyzwoitego wyposażenia Zeelandii w odpowiednie środki obronne. Jego rady i żądania były jednak po prostu w Batawii ignorowane.
Tak więc, kiedy nastąpił atak, Coyett miał tylko niewiele ponad tysiąc ludzi zdatnych do walki, a więc jeden Holender przypadał na trzydziestu atakujących piratów. Mimo to obrońcy potrafili jakoś wytrzymać pierwszy atak. Na Jawie zdecydowano tymczasem, aby zamiast posiłków, wysłać na Formozę... nowego gubernatora, co stanowiło rzadki wykwit biurokratycznej ignorancji. Nowym gubernatorem mianowano Hermana Clenka, bardziej dandysa niż żołnierza. Dotarł on do twierdzy w momencie zaciętych ataków sił Coxingi i napisał list na Jawę informujący, że objął swój urząd "w kraju pełnym spokoju i bogactwa". Po czym uciekł i przez Japonię powrócił na Jawę w aureoli odważnego bohatera, którego niemal natychmiast wynagrodzono poważnym stanowiskiem w Amsterdamie.
Władze holenderskie na Jawie obudziły się wreszcie w obliczu nieuchronnej już utraty Formozy i zebrały pokaźną flotyllę okrętów, mających uwolnić Zeelandię do oblężenia Coxingi. Największy kłopot stanowił w Batawii wybór dowódcy tej armady, ponieważ żaden z holenderskich dostojników nie chciał narażać swojej kariery w tak trudnym przedsięwzięciu. Ostatecznie znaleziono osobnika dość podejrzanej konduity, a mianowicie Jacoba Coeuwa, który, jak twierdził, miał niewielkie pojęcie o dowodzeniu okrętami. Coeuw został jednak admirałem, a cała dowodzona przez niego wyprawa stała się wkrótce klinicznym przykładem bezwzględnego tchórzostwa.
W sierpniu 1661 roku eskadra Coeuwa pojawiła się w pobliżu twierdzy na Formozie. Kiedy Coeuw zobaczył w jak trudnej sytuacji znajduje się Coyett natychmiast wydał rozkaz, aby... okręty schroniły się na bezpieczniejszych wodach. Później po trzydziestodniowej żegludze w pobliżu Formozy markującej pomoc dla walczących - "admirał" Coeuw udał się z kurtuazyjną wizytą do... Siamu. Na żądanie tamtejszych władz musiał wkrótce opuścić wody tego państwa, a następnie, rozważając rzekomo możliwość wspomożenia po drodze Zeelandii - zdecydował się ostatecznie powrócić na Jawę.
Tymczasem zdradzony przez głupców, opuszczony przez tchórzy, zadręczony przez urzędników dzielny Coyett wciąż walczył. Kiedy jednak zabrakło mu już najelementarniejszych środków obrony poddał fort, a Coxinga pozwolił mu z honorami udać się na Jawę. Tam zażądano dla niego... kary śmierci, upatrując w walecznym żołnierzu kozła ofiarnego, mogącego zasłonić niewiarygodne błędy i głupotę urzędników holenderskich w Batawii." (str. 46-47)
______________________________________________________________________________________________________________
Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.
Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.
Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl
_______________________________________________________________________________________________________________
Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych
Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła