Data: 19 kwiecień 2005 r.

Dział: Historia

Temat: Auschwitz

Rozwinięcie: Auschwitz

 

            Świetna pozycja Laurence Reesa "Auschwitz Naziści i "ostateczne rozwiązanie"". Wyjątkowo obiektywna, przemyślana i pełna faktów.

            "Nie istniał narzucony odgórnie plan tej zbrodni, nie została ona również wymyślona przez szeregowych wykonawców i tylko zaakceptowana na górze. Poszczególnych hitlerowców nie zmuszano groźbą do mordowania ludzi. Nie, to było wielkie, zbiorowe przedsięwzięcie, w którym swój udział miały tysiące ludzi podejmujących samodzielnie decyzje, którzy nie tylko brali udział w zbrodni, ale wykazywali inicjatywę, by samodzielnie rozwiązać problem uśmiercania ludzi i pozbywania się ich ciał na niespotykaną wcześniej skalę." (str. 19)

            Autor, krok po kroku, prowadzi czytelnika ścieżką, która kształtowała politykę Niemców wobec Żydów. Z wielu zaskakujących informacji mogę podać tą dotyczącą napisu na bramie obozu "Arbeit macht frei". Podobny napis znajdował się najpierw na bramie obozu koncentracyjnego w Dachau. Więźniowie odbierali ten napis jako drwinę. Tym bardziej, że wracając z katorżniczej pracy witani byli przez skoczne melodyjki wygrywane przez obozową orkiestrę. Autor pisze, że szef obozu w Auschwitz, Rudolf Hoss umieścił ten napis ze względów humanitarnych, aby ulżyć więźniom w ich ciężkiej doli, on to zrobił na wspomnienie swojego własnego pobytu w pierdlu w Lipsku, kiedy to praca polegająca na sklejaniu papierowych toreb, pomagała mu znieść monotonię odbywania kary. Musiał być nieźle pierdolnięty jeżeli sklejanie toreb niczym się u niego nie różniło od niewolniczej pracy ponad siły przy kopaniu rowów, czy przeciąganiu walca do wyrównywania drogi.

            Autor rozróżnia polski i niemiecki antysemityzm. Pisze o tym wprost:

            "Silna nienawiść hitlerowców do polskich Żydów była czymś, co Estera Frenkiel, nastoletnia dziewczyna mieszkająca wtedy w Łodzi, poczuła po raz pierwszy. "Byliśmy przyzwyczajeni do antysemityzmu... polski antysemityzm był może bardziej związany z kwestiami finansowymi. Ale niemiecki antysemityzm pytał: Dlaczego istniejesz? Nie powinno cię w ogóle być! Zniknij!". (str. 31 - 32)

            Doktryna polityczna Niemiec w stosunku do ziem wschodnich nie była jednolita. Co do Polaków, to:

            "Nieniemiecka ludność wschodnich terytoriów nie ma otrzymywać żadnego wykształcenia wykraczającego ponad poziom szkoły podstawowej - pisał Himmler. - Celem takiej szkoły podstawowej jest nauczanie tylko: prostych działań arytmetycznych na liczbach najwyżej do pięciuset, złożenie własnoręcznego podpisu oraz wpojenie przekonania, że bożym przykazaniem jest posłuszeństwo wobec Niemców, uczciwość, ciężka praca i dobre zachowanie. Uważam, że nauczanie czytania nie jest konieczne." (str. 32)

            Co do Żydów, to podobno najpierw planowano ich wywieźć na Madagaskar, po zakończeniu wojny, czyli w 1940 r. - 1941 r. Kiedy okazało się, że wojna nie skończy się tak szybko, próbowano Żydów rozstrzeliwać, ale ta metoda okazała się mało wydajna, a poza tym narażała żołnierzy niemieckich na stres fizyczny i demoralizację. Wtedy zaczęli wymyślać inne metody: wysadzanie w powietrze, gazowanie spalinami samochodowymi, głodzenie na śmierć, ale i to było niezwykle niewygodne.    

            Oświęcim powstał w starych koszarach wojskowych jako obóz dla Polaków. Pierwsi pojawili się tam więźniowie z Sachsenhausen przeznaczeni do pełnienia funkcji kapo. I pełnili z pełnym zaangażowaniem. Plany wybudowania przez IG Farben w pobliżu obozu fabryki sztucznego kauczuku spowodowały, że postanowiono zwiększyć liczbę więźniów do kilkudziesięciu tysięcy. To w Oświęcimiu ktoś wpadł na pomysł, aby zabijać Żydów kwasem pruskim używanym do tej pory do tępienia pluskiew. Pierwsze gazowanie wykonano w osławionym bloku 11 na jeńcach radzieckich, którzy byli szczególnie znienawidzeni i torturowani przez nadludzi. Ogółem zginęło w Auschwitz 70.000 Polaków i 10.000 jeńców radzieckich.

            Oświęcimska metoda zabijania miała dla oprawców wiele zalet: skazani na śmierć sami rozbierali się, składali ubranie w kostkę, związywali buty sznurowadłami i wchodzili do komory gazowej. Komora była szczelna, w związku z powyższym nie było słychać krzyków mordowanych. Esesmani nie byli narażeni na niepotrzebne stresy związane z przykładaniem pistoletu do głowy ofiary, wyrazem jej oczu. Co więcej, oni czuli się komfortowo, ponieważ swoich śmiertelnych wrogów sprytnie oszukali, pozbawili mienia i życia.

            "Historia zna wiele krwawych rzezi kobiet i dzieci, ale uśmiercanie w Auschwitz-Birkenau wydaje się czymś zupełnie nowym: skrupulatnie zaplanowano budowę miejsc, gdzie ludzie mieli być mordowani z zimną krwią. Spokojna, beznamiętna i systematyczna natura tego procesu znajduje swój namacalny wyraz w porządnych ceglanych murach krematoriów Brzezinki." (str. 137)

            Po jeńcach radzieckich przyszedł czas na Żydów słowackich, których rząd słowacki sprzedał Niemcom po 500 deutschmarek za głowę. Niemcy kupili ich około 30.000. Zginęło także około 50.000 Żydów z Czech i Moraw. Potem do Oświęcimia trafili Żydzi francuscy, belgijscy i holenderscy. Na mocy rozkazu Niemców kontyngenty podludzi były dostarczane przez administracje państw okupowanych. Urzędnicy czynili to bez szemrania, a nawet z umiarkowanym zapałem. W ten sposób Europa Zachodnia pozbyła się 240.000 Żydów, wliczając w to kontyngenty z Niemiec, Austrii, Włoch i Grecji.

            Brzezinka została zbudowana przy założeniu, że na jednego więźnia przypadało 25% przestrzeni przeznaczonej dla więźnia w Dachau. Do budowy Brzezinki przeznaczono 100.000 więźniów - zimę przeżyło kilkaset osób. Wśród tych więźniów nie było Władysława Bartoszewskiego, który przebywał w obozie w Oświęcimiu na przełomie 1940 i 1941 r., po czym został zwolniony do domu.

            Zwyczajem, który istniał tylko w obozie w Oświęcimiu, było tatuowanie numerów obozowych. Podobno, w żadnym innym obozie tego nie robiono.

            Obóz oświęcimski był miejscem, w którym niemieccy lekarze (doktorzy i profesorowie) przeprowadzali doświadczenia medyczne na ludziach, traktując ich jak świnki doświadczalne. Doświadczenia były ohydne, sadystyczne, bolesne - wychładzanie, poddawanie wysokiemu ciśnieniu, sterylizacja, wypróbowywanie działania środków chemicznych na organizm.

            "Więźniów Oświęcimia "sprzedawano" nawet jako króliki doświadczalne firmie Bayer, będącej częścią koncernu I.G. Farben, która wykorzystywała więźniów do testowania nowych leków. W jednym z listów z firmy Bayer do władz obozu czytamy: "Transport 150 kobiet przybył w dobrym stanie. Ponieważ jednak w toku doświadczeń zmarły, nie możemy wyciągnąć wiążących wniosków. Zwracamy się więc do panów z prośbą o przysłanie nam następnej grupy kobiet, w tej liczbie i po tej samej cenie". (str. 144)

            Cena to 170 marek za osobę. Życzę smacznej aspirynki.

            Jedynym krajem okupowanym przez Niemcy, który nie wydał im Żydów, tylko pozwolił wyemigrować do Szwecji, była Dania. W ten sposób uratowano 8.000 osób.

            W 1944 r. Niemcy wkroczyli na Węgry. Podobno zrobili to dlatego, że Węgry były jedynym bogatym i do tej pory nie zrabowanym krajem w Europie. Z Węgier wywieziono do obozów śmierci 440.000 Żydów.

            Ponadto w obozie ginęli Żydzi z Polski (300.000 osób), Jugosławii (10.000), Cyganie (20.000), Jehowici (kilka setek) i homoseksualiści (kilkudziesięciu). Kiedy więc, Parlament Europejski próbował uchwalać słynną uchwałę o polskim obozie koncentracyjnym Auschwitz, w którym ginęli Żydzi, homoseksualiści i Polacy, dokonywał podwójnej zbrodni na historii. Posłowie z całej Europy wykazali brak wykształcenia, indolencję i złą wolę.

            Obóz wyzwolili żołnierze radzieccy:

            "Podbiegłyśmy do nich, a oni przytulali nas, rozdawali ciastka i czekoladę. Kiedy jest się tak samotnym, czyjś uścisk oznacza więcej, niż się wydaje, ponieważ przywracał on nam godność ludzką, której tak nam brakowało. Byłyśmy nie tylko wygłodniałe, ale również złaknione spragnionych uczuć, a ci żołnierze dali nam ich choć trochę." (str. 199) - wspominała jedna z więźniarek

            Proszę zwrócić uwagę na opisany tu stereotyp żołnierza-wyzwoliciela, który przytula więźniarki i rozdaje im ciastka i czekoladę. Jakie to szlachetne i budujące. Jak to dowartościowuje żołnierza, który naraża swoje życie dla dobra ludzkości.

            Ci sami żołnierze Armii Czerwonej zachowywali się zupełnie inaczej jako zdobywcy, a nie oswobodziciele:

            ""Byli pijani, zupełnie pijani - opowiada Helena. - Przypominali dzikie zwierzęta". Żołnierze wkraczali do miejsc noclegu, "szukali ładnych dziewczyn i je gwałcili". Helena chowała się pod swoją siostrę, kiedy to się działo, mając nadzieję, że wygląd jej siostry, starszej o dziesięć lat i często mylonej z jej matką, skłoni żołnierzy do szukania gdzie indziej. Fortel ten działał. Helena słyszała jednak wszystko, co radzieccy żołnierze robili innym kobietom. "Słyszałam krzyki, które ustawały, kiedy one nie miały już sił. Czasami gwałcono je na śmierć. Dusili je. Odwracałam głowę, bo nie chciałam patrzeć, bo nie mogłam im pomóc - bałam się, że zgwałcą mnie i moją siostrę. To były zwierzęta. Nieważne, jak dobrze się chowałyśmy, zawsze znajdowali kryjówki i gwałcili kilka naszych przyjaciółek - robili im okropne rzeczy. Do końca nie mogłyśmy uwierzyć, że będzie nam dane przetrwać. Myślałyśmy, że skoro nie zabili nas Niemcy, to zabiją nas Rosjanie". (str. 207)

            Po powrocie do domu często nic dobrego więźniów nie czekało. Ich domy były zajęte przez "osadników", którzy przepędzali byłych mieszkańców z ojcowizny. To dlatego wielu Żydów nie wróciło do krajów Europy Wschodniej, tylko wyjechało do Izraela lub Stanów Zjednoczonych. 

            "(...) Linda zdołała wreszcie dotrzeć do rodzinnego domu w mieście Stropkov na wschodzie kraju. W końcu, po ponad trzech latach z dala od domu, po wywiezieniu w wagonach bydlęcych i cierpieniach, przez które przeszła w Auschwitz, dotarła do wymarzonego od dawna celu - stała przed drzwiami rodzinnego domu. Był jednak pewien szkopuł: mieszkał tam najwyraźniej ktoś inny. Zapukała w drzwi, które otworzył jakiś Rosjanin albo Ukrainiec. "Czego chcesz? - zapytał wrogo. "Wróciłam do domu", odrzekła. "Wracaj, skąd przyszłaś!" - odpowiedział i zatrzasnął jej drzwi przed nosem." (str. 210)

            Stalin postępował z żołnierzami, którzy dostali się do niewoli, w wypróbowany sposób: zsyłał ich do obozów na Syberii. Każdy, kto się poddał, był zdrajcą i na nic lepszego nie zasługiwał.

            "Nic nie oddaje lepiej tego nastawienia niż postępowanie żołnierzy Armii Czerwonej, którzy dotarli do obozu koncentracyjnego w południowej Polsce, w którym była więziona Tatiana Naniewa. Została ona wzięta przez Niemców do niewoli, kiedy szpital, w którym była pielęgniarką , znalazł się w okrążeniu. Podczas dwóch i pół roku niewoli była świadkiem gwałtów popełnianych przez Niemców na innych radzieckich więźniarkach. Potem, w styczniu 1945 roku, usłyszała żołnierzy Armii Radzieckiej, z "pompą" przybywających do obozu, z uniesionymi głowami śpiewających pieśni patriotyczna. "Byłyśmy wtedy naprawdę szczęśliwe. Sadziłyśmy, że zwycięstwo jest już bliskie i wkrótce rozpocznie się normalne życie. Tęskniłam za ojczyzną, za rodziną". Potem, kiedy wciąż przepełniała ją radość z wyzwolenia, podeszło do niej dwóch oficerów Armii Czerwonej. Jeden z nich był pijany i zaczął krzyczeć: "No i jak się wam tutaj żyło? Wy dziwki!" (str. 207-208)

            Dziennikarzem, który opisywał wyzwolenie Auschwitz był znany starszemu pokoleniu Polaków Borys Polewoj. W swojej korespondencji, drukowanej w "Prawdzie", wskazywał na fakt, że w tym obozie znalazło wyraz ucieleśnienie kapitalistycznej fabryki, w której zużywały się nie tylko maszyny, ale także pracownicy. Nie kojarzył, że w Związku Radzieckim to samo działo się przy budowie Biełomorkanału, drób syberyjskich i innych niewolniczych miejsc pracy.

_______________________________________________________________________________________________________________

Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.

Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.

Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl

_______________________________________________________________________________________________________________

Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

***** strona domowa Waldemara Matlana *****