Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R3: Otwarcie orangutana
R4: Pogrzeb Jolki
R5: Siostry Kurczewskie
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się jedenasty rozdział książki po tytułem:

  Opowiadanie mordercy:

 

Kiedy weszliśmy do komendy, szwagier poprosił mnie, żebym poczekał w pokoju obok, podczas gdy on przesłucha Hanesa i wróci, aby przeprowadzić przesłuchanie mojej osoby. W pokoju, w którym przebywałem, było tak zwane weneckie lustro, a ponieważ szwagier zapomniał wyłączyć mikrofony w pokoju, w którym przesłuchiwał Hanesa, doskonale widziałem i słyszałem, co działo się obok. 

Hanes siedział na krześle obok biurka, a szwagier na biurku trzymając rękę w kieszeni. Spojrzał na Hanesa nie bez nienawiści: 

- Dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho ... - tu zapomniał końca przysłowia - nie ułamie. 

- Zabiłbym każdego z nich po raz drugi i jeszcze kilkunastu żyjących, wtedy społeczeństwo miałoby z tego jakąś korzyść. 

- Powoli, panie Hanes, powoli. Mówi pan, że planował pan następne morderstwa. 

- Jak najbardziej. Chciałem oczyścić to miasto z gnid i pluskiew ... 

- Na razie brzmi to jak insynuacja. Nie będzie to dobra linia obrony. 

- Nie będę się bronił. Moje zeznania oczyszczą to miasto z wszelkiej swołoczy. Wszyscy złodzieje, jeden po drugim, pójdą do paki ... 

- Brzmi to zagadkowo. 

- Wszyscy po kolei pójdą siedzieć, wtedy moja śmierć nie pójdzie na marne. 

- Przystąpmy do rzeczy. Czy życzy pan sobie, aby wezwać adwokata. 

- Nie potrzebny mi adwokat. Wszyscy adwokaci w tym mieście to złodzieje ... Znam interesy wszystkich bossów i adwokatów. Wszystkich adwokatów powsadzam do pierdla ... 

- Chyba dzisiaj nie dogadam się z panem. Przekładam przesłuchanie na jutro. Ale jeżeli chce pan coś powiedzieć dzisiaj, to słucham. 

- Czy ja mam coś do powiedzenia? Do ciebie nic, pionku! Kłapiesz dziobem tak jak ci każą, a ponieważ nie wiesz jeszcze jak ci każą, to nie chcesz kłapać w ogóle, poczekasz na jutrzejsze rozkazy. Domyślasz się, że moja sprawa będzie jedną z najważniejszych w dziejach tego kraju. Wiesz już, że pociągnę za sobą do pierdla wszystkich cwaniaczków, o których wiem, że robili lewe interesy. A wiesz ilu ich jest? Jest ich tak dużo, że wystarczy na kilkuletnie dochodzenie. Przygotuj sobie długi papier na moje przesłuchanie. A wiesz dlaczego tak będzie? Dlatego, bo już mam dość tego bagna, dlatego, że sam na siebie nie mogę patrzeć, bo sam tkwię w tym bagnie po uszy. - Złapał się za głowę. 

- W dniu, w którym wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, byłem z moją dziewczyną u babci. Po zakończeniu odwiedzin  odprowadziłem dziewczynę na stację Gdańsk-Stocznia, a sam poszedłem pod bramę stoczni. Sytuacja strajkujących była bardzo niepewna. Kobiety rozmawiały przez płot ze stoczniowcami ubranymi w kombinezony robocze i namawiały ich, żeby wracali do domu. Cztery dni później na bramie były kwiaty i portret papieża. Jeden ze stoczniowców mówił przez bramę, że pomnik stoczniowców poległych w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym roku już mają załatwiony i czekają na załatwienie innych postulatów. Widziałem furgonetki dowożące do stoczni żywność i ludzi, którzy podawali stoczniowcom winogrona. W komunistycznej Polsce winogrona były rarytasem nie lada. Kumple przynosili strajkującym wódkę. To nieprawda, że stoczniowcy przestrzegali zarządzenia komisji strajkowej i nie pili wódki. Pili alkohol z butelek po wodzie sodowej, które wystawały im z kombinezonów. Po strajkach powstała "Solidarność", ja byłem w prezydium komisji zakładowej i wierzyłem władzom związku. Już wtedy było widać, że wierchuszka traci instynkt samozachowawczy, bardziej zależy jej na własnych ambicjach niż na dobru związku i narodu, który reprezentowała. Już wtedy kradli, chociaż jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Naród odzyskał godność i uświadomił sobie ile był wart. Publikacje, które znalazły się na rynku, spowodowały, że idea wolności zapuściła tak silne korzenie, że nie było już odwrotu. Komuna musiała upaść. Padała osiem lat. Aktywnie pomagał w tym kościół. Chodziłem wtedy do kościoła, żeby słuchać kazań "Króla Podziemia", który miał odwagę mówić głośno to, czego nie można było mówić narodowi. 

Po wprowadzeniu stanu wojennego nie prowadziłem działalności związkowej i nie byłem niepokojony przez władze, byłem księgowym. Już wtedy zaczęły powstawać spółdzielnie i spółki, w których pracowali dawni działacze związkowi z wilczymi biletami, ich działalność gospodarcza była przemieszana z wydawniczą i samopomocową. Unikanie podatków stało się sportem narodowym. W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku z tych spółek i spółdzielni, na mocy abolicji podatkowej, powstały silne podmioty gospodarcze. Kapitały i wyposażenie przemycane w czasie stanu wojennego z Zachodu znalazły się w rękach działaczy, którzy z dnia na dzień stali się przedsiębiorcami. Mienie związkowe, ukryte do tej pory, zostało ujawnione jako własność tychże działaczy. Kradli, ile tylko mogli, jedni przed drugimi, uczciwi zostali z gołymi dupami. Z tego środowiska wywodził się Markowski: maszyny drukarskie i komputery, kasety video kupione za związkowe pieniądze i nie wiadomo, co jeszcze. 

Tymczasem komuniści i byli działacze związków branżowych grabili mienie państwowe i społeczne. Zakładali prywatne spółki i wyprzedawali sobie mienie spółdzielcze i państwowe. Przedsiębiorstwa państwowe dzielili na kilka podmiotów gospodarczych. W jednych zostawiali długi i tym pozwalali upaść, a w innych umieszczali majątek i te przejmowali za bezcen. Nomenklatura partyjna rządziła w bankach i udzielała sobie nawzajem preferencyjne kredyty.

Solidaruchy byli pojętnymi uczniami. Kiedy tylko doszło do podziału władzy, napływający z zachodu kapitał kierowali do swoich spółek, wspomagając je i tworząc własną ośmiornicę. Obie ośmiornice spotkały się po raz pierwszy na rynku nieruchomości. Mogę wskazać firmę i szafę, w której znajduje się dokumentacja dotycząca nieruchomości, które można kupić w każdej chwili za grosze pod warunkiem wręczenia odpowiednio dużej łapówki. Stworzenie takiej dokumentacji wymagało dużego nakładu pracy: urzędy miejskie, sądy, akta padających firm, dokumentacja prywatyzacyjna. Niezbędna była koordynacja takiego przedsięwzięcia i wspólny komitet obydwu koterii. Potem poszło już łatwo. Teraz mają wspólne banki, wspólne przedsiębiorstwa, w których zasiadają na przemian w radach nadzorczych. 

Czy po to Janek Wiśniewski padł? Co zyskali robotnicy? Bezrobocie i slumsy. Gdzie jest ich obrońca: kościół. On trzyma z posiadaczami, on zajmuje się handlem i machlojami, on odbiera obiekty publiczne, które pięćset lat temu należały do kościoła. 

To przypadek, że związany jestem akurat z tymi facetami. Jestem dobrym księgowym, poradziłbym sobie także w większych firmach. Nie mogłem patrzeć na taki sposób robienia użytku z władzy i pieniędzy. Olbrycht potrafił wyzwać pracownicę od kurew, a ona  mogła jedynie zwolnić się z pracy. Widziałem, jak Olbrycht pobił swojego ojca w obecności współpracowników; żaden z nich nie odezwał się słowem krytyki. Każdy widział tylko pieniądze, które mógł stracić. Ci ludzie nie mają żadnego honoru. Markowski był miększy, ale za to częściej posługiwał się metodą pozaplecową, 

Każdy biznesmen musi się należycie rozerwać po pracy: siłownia, masaże, kurwy, wszystko bez ograniczeń, za własne przecież pieniądze. Każdy biznesmen musi być chroniony przez pracowników agencji ochrony: bandytów i byłych esbeków. 

Wszystko trzeba rozliczyć prawidłowo w księgach rachunkowych. Kto to robił, kto krył ich wszystkie machloje. Ja. Księgi musiały być tak prowadzone, aby w razie kontroli można było zapłacić jak najmniejsze łapówki. Ważny był pomysł: działalność kulturalna, sportowa, darowizny, działalność charytatywna, kościoły, spółki zakładane w rajach podatkowych. Każda firma, po osiągnięciu optymalnego stopnia rozwoju, płaci podatki gdzie chce i ile chce. Myślisz pionku - zwrócił się znowu do szwagra - że wasza policja nie jest umoczona. Wsadzę do pierdla połowę waszej władzy, a może i ciebie. 

Myślisz, że facet, który nie szanuje niczego, szanuje swoją żonę. Bądź pewny, że nie szanuje. A myślisz, że taka żona szanuje swojego męża. Też nie szanuje. A myślisz, że taka żona nie ma wydatków. Och ma. Znacznie większe niż wydaje się jej mężowi. Przychodzi do firmy, każe sobie wypłacić pieniądze, a o to, żeby to odpowiednio rozksięgować, martwi się księgowy. Taki jak ja. Kryłem obie siostry Kurczewskie. Obie miały wydatki: na bojków, na ciuchy, na kosmetyki, na samochody. Obie niemiały dzieci. Teresa poroniła trzy razy, a Renata ani razu nie zaszła w ciążę. Mogę ci powiedzieć, że to lepiej, że nie mają dzieci, bo nie wiedziałyby, czyje one są. 

Postanowiłem wytępić tą zarazę. Zacząłem od Jolki. Jolka była kochanką Olbrychta. Pieniądze, które przekazywał na klub sportowy, wracały następnie  do firm grupy "Star", bowiem klub zaopatrywał się w sprzęt za pośrednictwem firmy Olbrychta. W tym roku planowano wyjazd klubu za granicę. Organizacją wyjazdu i pobytu zajmowały się firmy Olbrychta zarejestrowane na Cyprze. Doskonale znałem finanse klubu, bywałem tam często. Po zawodach powiedziałem Jolce, że chcę dla odprężenia potrenować strzelanie z łuku. Zastrzeliłem ją z zimną krwią. 

Plastoń musiał zginąć, bo za dużo wiedział. Zadzwoniłem do niego i powiedziałem, że odkryję machloje, jakie prowadzą Markowski z Dankiem. Nie mogę przyjść do parafii, bo mają na mnie oko i proszę, żeby przyszedł na ławeczkę w zoo. Był tak łatwowierny, że przyszedł. 

Zaczęła mi się podobać ta zabawa. Wiedziałem, że ludzie są z natury łatwowierni, a najbardziej ludzie głupi. Swoim szefom mogłem podsunąć do podpisu każdy kwit. W czasie mszy żałobnej na cześć Jolki podszedłem do Renaty. Powiedziałem, że Jolka i Danek byli kochankami. Doskonale wiedziałem, że kochankami byli Renata i Danek. Powiedziałem, że jeżeli nie wierzy, to pokażę jej korespondencję między nimi, która ukryta jest na wieży. Poszła ze mną. 

Teraz było coraz łatwiej. Zadzwoniłem do Danka i powiedziałem, że wiem, kto zabił Renatę, ale nie mogę przyjść na plebanię, bo boję się zdekonspirowania. Przyszedł pod klatkę z orłami. 

Markowski zawsze kombinował z parafią i robił to zgodnie z prawem. Jednakże z czasem zauważyłem, że wykorzystuje Danka do sprowadzania samochodów bez cła z zagranicy, co już nie było zgodne z prawem, ale tolerowane przez władzę. Samochody przekraczały granicę i ślad po nich ginął w warsztacie samochodowym pod Starogardem. Tych samochodów mogło być kilkanaście, sprawdzicie sobie w dokumentach celnych. Ale to nie wszystko. Odkryłem też, że w tych samochodach przyjeżdżała do kraju kontrabanda, prawdopodobnie narkotyki, albo fałszywe pieniądze. Później Markowski czyścił te pieniądze przez biuro maklerskie i puszczał w ruch w taki sposób, aby trafiły na konto swojej spółki założonej na Cyprze. 

Markowskiemu powiedziałem, że w związku ze śmiercią Danka, jego interesy są zagrożone, a ponadto, że to Olbrycht morduje wszystkich po kolei i musimy się temu przeciwstawić. Dodałem, że Olbrycht podejrzewa, że wiem o tym i że musimy porozmawiać w ustronnym miejscu. Kiedy wszyscy wyszli, wróciłem tajnym przejściem z domu Olbrychta, uważając, żeby nikt mnie nie zauważył. Mało brakowało, a zobaczyłby mnie pański szwagier, to wyjątkowy idiota, on chyba nie kradnie, wystarczy popatrzeć jak nędznie się ubiera.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****