Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R3: Otwarcie orangutana
R4: Pogrzeb Jolki
R5: Siostry Kurczewskie
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się drugi rozdział książki po tytułem:

  Gdańsk o zmroku:

 

            Gdańsk, to miasto niezwykłe. Każdy wie, że tak jest, ale nie każdy wie dlaczego. Powiem więcej: nikt nie wie dlaczego. Gdańsk to miasto Heveliusza i Chodowieckiego, Fahrenheita i Dantyszka, Schopenhauera i Śniadeckich, a także Grassa i Wałęsy.

            Dzielnica, w której mieszkałem, wciskała się wąskim jęzorem w trójmiejską kichę otoczoną wzgórzami morenowymi. Wyszliśmy ze szwagrem z typowego gierkowskiego bloku zbudowanego z betonu przez fabrykę mieszkań. W jednym bloku mieszkało od czterdziestu do sześćdziesięciu rodzin w klitkach o powierzchni od czterdziestu do sześćdziesięciu metrów kwadratowych. Za mało, aby być świadomym własnej wolności, za dużo, aby stracić chęć do życia.

            Szeroką ulicą doszliśmy do miejsca, w którym po lewej stronie wyznaczono osiem wąskich działek do zabudowy bliźniakami. Domki te powstały w latach sześćdziesiątych, dlatego wszystkie były takie same. Ich właścicielami mogli być tylko ludzie uprzywilejowani stanowiący nomenklaturę partyjną lub przedstawiciele wolnych zawodów, właściciele nielicznych prywatnych sklepów lub straganów na hali targowej i marynarze. Marynarze należeli do najbogatszych osób w kraju, ponieważ dostawali diety dolarowe, a wartość dolara była w tamtych czasach niebotyczna. Domki jednorodzinne były budowane według jednego typowego projektu architektonicznego zatwierdzonego przez urząd miejski. Ich powierzchnia nie mogła przekraczać stu metrów kwadratowych. Właściciele próbowali powiększać powierzchnię mieszkalną przy pomocy różnego rodzaju przybudówek i werand, a także wykorzystując skośną powierzchnię dachów. Bliźniaki położone były przy drodze, a za nimi ciągnęły się wąskie ogródki opadające po zboczu w kierunku strumienia. W ogródkach rosły grusze, śliwy, wiśnie, krzaki agrestu, porzeczek i malin.

            Po prawej stronie ulicy rozciągał się teren przykościelny, na którym przed wojną chowano protestantów. Doskonale pamiętam, że jako dzieci bawiliśmy się na tym poniemieckim cmentarzu w chowanego. Odsuwaliśmy płyty nagrobne na mogiłach, o które nikt nie dbał. W latach siedemdziesiątych zrobiono z tego cmentarza park, a w dziewięćdziesiątych teren został ogrodzony i pojawiło się kilka nowych grobów, chociaż nie było to zgodne z obowiązującymi przepisami.

            Za cmentarzem, bokiem do ulicy, stał kościół pod wezwaniem Świętej Barbary. Jest to jeden z najstarszych kościołów w mieście. korpus pochodzi z 1387 r., a okazała wieża z 1620 r. Do tego kościoła chodziłem na religię, kiedy byłem mały.

            Za kościołem ulica skręcała w prawo pod kątem około czterdziestu pięciu stopni, a po jej obu stronach rozpościerały się tereny dawnego ogrodu parafialnego, obecnie zajęte częściowo przez ogród zoologiczny. Po lewej stronie płynęła rzeczka, nad którą były położone wybiegi słoni, hipopotamów i orangutanów, a także tapirów, kapibar, bocianów, pelikanów, czerwonaków i koni. Bystry nurt rzeki był hamowany w razie potrzeby przez przepust śluzy zbudowanej w XVII w. Za śluzą, po drugiej stronie mostku i drogi, nurt rzeczki był spokojny i płynął wzdłuż przykościelnego muru.

            Po prawej stronie, za rzeczką, znajdował się teren torów łuczniczych. Idąc w sobotę lub niedzielę wzdłuż ulicy do ogrodu zoologicznego, można było obserwować zawody. Za torami ulica rozwidlała się, jej prawa odnoga prowadziła przez las do Sopotu, a lewa do bram ogrodu zoologicznego, największego w Polsce. Zwierzęta miały tu stosunkowo dobre warunki, biegały po rozległych wybiegach. Przed wejściem do zoo, po lewej stronie, wśród gęsto rosnących drzew, zbudowano solidną klatkę dla ptaków, w której fruwały orły bieliki.

            W tej dzielnicy, jeżeli dodać szkołę, kilka kwartałów budynków zbudowanych przed pierwszą wojną światową i sklepów, toczyło się moje dzieciństwo. Wyprawy do lasu i zoo były największą atrakcją, która nie wymagała wielu zabiegów organizacyjnych, a dawała wytchnienie od trosk życia codziennego. Między kościołem a torami łuczniczymi rzeczka tworzyła łagodne rozlewisko, którego wielkość można było regulować przy pomocy śluzy. Dzieci chodziły po kamieniach wystających z wody lub chlapały się przy brzegu. Na torach łuczniczych drużyny podwórkowe grały w piłkę nożną. Na torach-boisku pasły się krowy dozorcy obiektu i trzeba było je przeganiać podczas meczu.

            W trakcie spaceru ze szwagrem zanudzałem go wspominkami z dzieciństwa.

            Tory łucznicze były otoczone metalowym płotem. W płocie były dziury, przez które  na teren obiektu wchodziły dzieci, aby pograć w piłkę. Od strony kościoła wzniesiono wał o wysokości około półtora metra. Przed wałem ustawiano tarcze łucznicze. Przed zawodami trawa rosnąca na wale musiała być przystrzyżona, aby wbijające się w ziemię strzały były łatwe do znalezienia. Po drugiej stronie dziesięciu długich torów posadowiono barak, który był składnicą sprzętu. W trakcie zawodów widzowie stawali za zawodnikami, a sędziowie za nimi lub za linią boczną boiska, koło płotu.

            Szwagier obejrzał tory po raz wtóry tego dnia. Stanąwszy w odległości trzydziestu metrów od linii tarcz myślał i zastanawiał się, o nic nie pytając. Wróciliśmy do domu, gdzie zjedliśmy kolację, a potem szwagier pojechał do pracy.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których przeczytasz felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****