Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R4: Pogrzeb Jolki
R5: Siostry Kurczewskie
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się trzeci rozdział książki po tytułem:

  Otwarcie orangutana:

 

Następnego dnia nie wychodziłem z domu. Nieobecność żony i córki dawała mi możliwość doznania komfortu samotności, która jest fantastycznym uczuciem przez pierwsze trzy dni. Około siedemnastej zadzwonił telefon. To był mój szwagier:

- Ustawiaj pionki na szachownicy. Zaraz przyjadę. Drugie morderstwo na twojej dzielnicy.

- Kogo zabito? - zapytałem stłumionym głosem.

- Proboszcza Plastonia. - odrzekł szwagier - mówi ci coś to nazwisko?

Jęknąłem przez telefon - Proboszcz Plastoń – ostatni porządny ksiądz jakiego znam. - ... Przyjeżdżaj.

Zacząłem krzątać się po pokoju. Rozstawienie pionków i figur na szachownicy nie zajęło wiele czasu. Podobnie jak włożenie kilku butelek piwa do lodówki. Myślałem o proboszczu Plastoniu, który pochodził z Kieleckiego,  z regionu z którego przybyła na Wybrzeże cała moja rodzina. Proboszcz Ignacy Plastoń przypominał z wyglądu książkowego plastusia, miał równie niewinny wyraz twarzy, odstające uszy i pucułowate, zaczerwienione policzki. Promieniowała z niego dobroć i nawet dzieci się go nie bały kiedy chodził po kolędzie. Kto mógł podnieść rękę na takiego świątobliwego męża? Nie mieściło mi się w głowie, że człowiek, który nikomu nie wyrządził krzywdy, został zabity.

Szwagier wszedł lekko podenerwowany:

- Cześć! No, ... mów na temat księdza, na temat parafii.

- Co tu mówić. ... Zginął ostatni sprawiedliwy w tym mieście. Szwagier zrobił pierwszy ruch:

1. b2-b4

- Oczywiście nie miał wrogów?

- W ogóle. Co to za ruch? Wiesz jak to się nazywa?... Otwarcie orangutana.

Szwagier spojrzał na mnie uważnie. Robił wrażenie zaskoczonego: - Co ty powiesz?! To bardzo interesujące! Dlaczego otwarcie orangutana!?

Teraz ja poczułem się niepewnie. Dlaczego wypytuje mnie o takie pierdoły.

- W czasie jednego z turniejów szachowych Tartakower ... Wiesz kto to był Tartakower? ... Tak myślałem. Ksawery lub Sawielij Tartakower to szachista, który  urodził się w Rostowie nad Donem, żyd pochodzenia polsko-austriackiego. Kiedy miał dwanaście lat jego matka i ojciec zostali zabici w pogromie czarnosecinnym. Sawielij uciekł z Rosji i wyruszył w świat. Ukończył liceum prawnicze w Genewie, a potem przeniósł się do Wiednia. Brał udział jako oficer w pierwszej wojnie światowej po stronie austriackiej. Po wojnie osiadł we Francji i przyjął obywatelstwo polskie. W Polsce mieszkał tylko w latach 1934-35. Podczas wybuchu drugiej wojny światowej przebywał w Argentynie biorąc udział w Olimpiadzie Szachowej w Buenos Aires. Wrócił do Algieru i zaciągnął się do Armii Francuskiej jako porucznik Cartier. Po wojnie przyjął obywatelstwo francuskie. Zmarł w Paryżu i tam jest pochowany. W każdym razie Tartakower poszedł sobie rano na spacer do zoo, a po południu rozpoczął partię z Maroczym ... Czy wiesz, kto to był Maroczy?

- Nie wiem, ale nie tłumacz.

- ... Rozpoczął partię z Maroczym od ruchu b2 - b4. "Co to za otwarcie" - zapytał Maroczy - a Tartakower odrzekł: "To wynik konsultacji z orangutanem".

- To rzeczywiście niezwykle ciekawe – powiedział szwagier. - Proboszcz Plastoń zginął za mostkiem, koło ławeczki, na przeciwko klatki z orangutanami. Czego leciwy proboszcz szukał w pobliżu zacienionej i zakrytej przez drzewa i krzaki ławeczki? W jaki sposób on tam wszedł, skoro pracownicy, którzy mieli dyżur przy wejściu do zoo, a także ani jeden z właścicieli stoisk z frytkami i napojami nie pamiętają, żeby proboszcz koło nich przechodził. Proboszcz był postacią charakterystyczną, chodził w pocerowanej sutannie; nie sposób, aby nikt go nie zauważył. Czyżby przechodził przez dziurę w płocie? - szwagier rozłożył ręce ze zdziwienia.

- Spoko. - powiedziałem - Sprawa jest prosta. Za klatką z orangutanami, za mostkiem, znajduje się furtka do lasu. Furtka jest teoretycznie zamknięta na kłódkę, jednakże każde dziecko z okolicy wie, że od dwudziestu lat kłódka odmyka się bez klucza. Pozostaje dla mnie tajemnicą skąd proboszcz wiedział o tym.

Szwagier zadyszał ciężko. Tak wyobrażałem sobie zawsze reakcję detektywa po rozwiązaniu zagadki, która pozornie jest bardzo trudna, a praktycznie niezwykle prosta. Pozwoliłem mu ochłonąć, wykonując ruch:

           1.                       c7-c6

Szwagier zamruczał pod nosem "Robię za orangutana" i odpowiedział ruchem:

2. Gc1-b2

co zapowiadało atak z lewej flanki. Nie mając żadnej koncepcji wykonałem asekuracyjne posunięcie:

2.                       Sg8-f6

na co szwagier odpowiedział:

3. a2-a3

potwierdzając, że zamierza okopać się na lewej flance. Ożywił się i zwrócił do mnie:

- Opowiedz coś o księżach z parafii.

- Co nieco mogę opowiedzieć. To będą wspomnienia z dzieciństwa. Znam tych księży, chociaż nie chodzę do kościoła. Ksiądz Ignacy Plastoń był wyjątkowym człowiekiem i takiego drugiego proboszcza w tej parafii już nie będzie. Oddałby żebrakowi ostatnią koszulę . Nigdy nikomu nie zrobił przykrości. Razem z Plastoniem było w parafii czterech księży. Informacje o wzrastającej ilości powołań kapłańskich można włożyć między bajki. Księży jest coraz mniej i pewnie nie ma takiej parafii, w której jest ich wystarczająca ilość. Człowiekiem, który zastępował proboszcza podczas jego nieobecności był ksiądz Zbigniew Morawski, teraz ma około pięćdziesiątki, kiedy ja chodziłem na religię był jeszcze młody. Często wpadał w gniew. Kiedy coś przeskrobaliśmy, kazał nam stać na baczność i wyzywał nas od trąb jerychońskich. Nawet podczas procesji Bożego Ciała nie potrafił opanować nerwów. Pamiętam, że targał nas za uszy i stawiał w postawie zasadniczej. Był osobą fanatycznie kochającą Boga. Podobnie jak pewien ogrodnik, który nie pozwalał zrywać dojrzałych śliwek z drzewa, ponieważ uważał, że drzewo odczuwa ból, ksiądz Morawski nie pozwalał postępować w sposób, który w jego mniemaniu uwłaczał Bogu. Trzecim księdzem w tej parafii był Julian Homa. Nazywaliśmy go homaseksualista. Kiedy szedł do salki, w której nauczał religii, dziewczyny, wówczas uczennice siódmej czy ósmej klasy szkoły podstawowej, podnosiły do góry spódnice i poprawiały zapięcia pończoch przy podwiązkach. Obserwowaliśmy, jak homaseksualista ukradkiem ogląda nogi dziewczyn. Nie potrafiliśmy się powstrzymać. Homaseksualista był nałogowym palaczem. Palił papierosa w salce w przerwie między lekcjami religii trzymając go w pomarańczowych palcach i wydmuchując dym przez otwarte okno. W tym czasie dziewczyny nie zapominały poprawiać pończoch i podnosić pod byle pozorem nóg do góry. Kiedy rozmyślam nad istotą sadyzmu, to nieodparcie nasuwa mi się myśl, że rodzi się on z ludzkiej głupoty, a dopiero później, po okrzepnięciu, posługuje się  wyrozumowaną i świadomą metodą. Czwartym księdzem w parafii Świętej Barbary jest Danek Pergola. To facet w naszym wieku. Nie wiem jak ci o nim opowiedzieć, żeby nie namieszać. Ponieważ wypiliśmy trochę piwa, musisz wysłuchać całej opowieści. Danek pochodzi z tej dzielnicy. Jego rodzice do dzisiaj mieszkają w kwartale starych domów. Chodziliśmy do jednej klasy w szkole podstawowej. W siódmej klasie wpadł w tak zwane złe towarzystwo, pił wino i palił papierosy. Kiedy w ósmej klasie napił się alkoholu metylowego i cudem uniknął ślepoty, powrócił na drogę "normalnego rozwoju" i dostał się wraz ze mną do liceum ekonomicznego. Razem z nami do tego liceum trafiły siostry Kurczewskie, które mieszkają w kwartale domków jednorodzinnych. Każdy uczeń kochał się w tych dziewczynach, ponieważ zachwycały urodą, chociaż na pewno nie inteligencją. Ja kochałem się najpierw w jednej, a potem w drugiej i długo mógłbym opowiadać na temat tych niespełnionych uczuć. Danek kochał się najpierw w Teresie, a potem w Renacie. To były dziewczyny nie do wyjebania, potrzebowały, jak to się mówi "kwadratowego chuja". Kiedy pewnego dnia umówiłem się z Teresą na dyskotekę, przyszły obie: Renata ze swoim chłopakiem, a Teresa z kolegą swojego chłopaka, który w tym czasie służył w wojsku. Kolega chłopaka robił w trakcie dyskoteki serwetki na szydełku, i jego obecność nie przeszkadzała mi namiętnie całować się z Teresą. Nie prowokuj mnie do opowiadania o wszystkich przeżyciach związanych z tymi siostrami, powstałaby osobna książka. Jednym słowem, z Dankiem coś było nie tak, bo w pewnym momencie wyjechał do seminarium i powrócił jako kapłan do parafii Świętej Barbary. Teraz jest postrzegany jako wyzwolony ksiądz, który gra z chłopakami w piłkę nożną i śpiewa pieśni kościelne akompaniując sobie na gitarze. Myślę, że tacy księża nie są lubiani przez starszych kolegów, którzy mają całkowicie inne wyobrażenia na temat autorytetu. Mogę ci to wytłumaczyć na przykładzie. Danek trenował drużynę siatkówki do meczu w rozgrywkach podwórkowych. Podczas treningu z wszystkimi zawodnikami i zawodniczkami był na ty. Jedna z siatkarek, Regina, która znakomicie serwowała, ale w trakcie gry popełniała sporo błędów, nie wytrzymała nerwowo i rzuciła się na niego z pięściami. Danek obrócił to zdarzenie w żart. Obserwatorzy sądzili, że od tej pory małolaty nie będą go szanować. Stało się odwrotnie, szacunek do Danka wzrósł w sposób niewytłumaczalny. Danek i proboszcz Plastoń to rdzeń tej parafii. Homa i Morawski to jej uzupełnienie.

- Bardzo mocno angażujesz się w opowiadanie o swojej parafii - rzekł szwagier - to znaczy, że kościół odgrywa w twoim życiu bardzo istotną rolę.

Zaprzeczyłem ruchem ręki.

- Nie zaprzeczaj - rzekł szwagier - temu nie da się zaprzeczyć. A propos, czy jest jakiś patron gry w szachy?

- Święta Teresa z Avilla.

            Szwagier o nic więcej nie pytał. Zastanawiałem się na ile moje osobiste wynurzenia wpłynęły na jego zdanie o księżach z tutejszej parafii. Ponieważ wypiłem sporo piwa, bez sensu wydawało mi się pytanie, czy istnieje związek pomiędzy pierwszym i drugim morderstwem. Jolka i Danek nie mieli ze sobą nic wspólnego. Przynajmniej tak mi się wydawało Ona nie była członkiem naszej paczki, a on nie interesował się łucznictwem.

            Wygrałem ze szwagrem w siedemnastym posunięciu:

            17.                       Se4-f2

Przez cały czas nuciłem przebój Beatlesów "Hey Jude", który był na tyle długi, że mogłem przypominać sobie jak podczas jednej z prywatek całowałem usta Hanki i pieściłem jej piersi na złość Renacie i Teresie, które w tym czasie pieściły się z innymi amantami, których nie pamiętam.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****