Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R3: Otwarcie orangutana
R5: Siostry Kurczewskie
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się czwarty rozdział książki po tytułem:

  Pogrzeb Jolki:

 

W czwartek odbył się pogrzeb Joli Drzewieckiej. Jola była śliczną dziewczyną. Jej trup leżał w trumnie w przedsionku kościoła. Ohydny widok zwłok z czarnymi paznokciami i woskową twarzą budził obrzydzenie. Trup jest piękny tylko zaraz po śmierci. Jako przedmiot adoracji i rozpaczy. Można go całować. Ciało poddaje się pieszczotom. W trzy dni po śmierci ciało jest obrzydliwe. Kilku etatowych dewotów, w żaden sposób nie spokrewnionych z denatką, pełniło wartę przed trumną. Oprócz nich byli obecni rodzice, mąż i dzieci. Znajomi, po krótkiej modlitwie, przechodzili do kościoła, gdzie miała odbyć się msza za duszę zmarłej.  

Mszę odprawiał ksiądz Morawski, który nie oparł się użyciu podczas kazania głębokich stwierdzeń typu "Bóg nie jest przeciwny postępowi technicznemu".  

Właśnie spostrzegłem kątem oka mojego szwagra, kiedy na  dziedzińcu kościoła rozległ się potworny łomot, jakby worek z kośćmi rypnął z dużej wysokości na ziemię. Ludzie poczęli tłoczyć się w panice ku wyjściu. Ja też. Kiedy wydostałem się na zewnątrz zobaczyłem na bruku kościelnego dziedzińca ciało Renaty Kurczewskiej, żony Olbrychta. Od razu zrozumiałem, że spadła z wieży kościelnej. Przepchałem się przez tłum ludzi i pobiegłem na wieżę. Podczas wchodzenia na górę dał znać o sobie mój wiek. Kiedy wspiąłem się po stromych schodach na pierwsze piętro, gdzie po prawej stronie znajdował się chór, nie byłem jeszcze zmęczony. Kiedy wbiegłem na piętro piąte miałem dość. Na szczycie, czyli na wysokości dziesiątego piętra, dyszałem jak zarzynana owca i widziałem mroczki przed oczyma. Nic ciekawego tam nie znalazłem, nie było żadnych śladów. Wokół kopuły nie zbudowano barierek i łatwo było spaść w dół. Z góry widziałem kłębiący się tłum wiernych i słyszałem syrenę nadjeżdżającej karetki pogotowia. Dysząc ciężko zacząłem schodzić krętymi schodami w dół. Bezsilna złość telepała mną od ściany do ściany. I wtedy spotkałem szwagra, który wchodził do góry. - Co ty tu robisz? – zapytał. Wyczułem w jego głosie, że nie jest przyjaźnie nastawiony. - A co ty tu, kurwa!, robisz - krzyknąłem z wściekłością w głosie. - To przekracza wszelkie granice przyzwoitości – Niech to szlag trafi, niech to wszystkie dzikie psy wyjebią. Przyjdź do mnie później, ustawię figury do nowej partii szachów.  

Kiedy zszedłem do kościoła, ksiądz Morawski kończył mszę słowami: "Ite misa est". "Idźcie mięso jeść" pomyślałem i poszedłem do domu. "Ja ci pokażę skurwysynu" - myślałem, bo nie miałem już żadnych wątpliwości, że zabójstwa Jolki, proboszcza Plastonia i Renaty Kurczewskiej miały to samo źródło. Nie wiedziałem gdzie bije to źródło i dlatego kląłem w myślach. Złość nie idzie w parze z chłodną kalkulacją.  

Po przyjściu szwagra rozpoczęliśmy grę. 

1. h2-h4

- Jesteś spokojny? - zapytał. 

- Datujesz. - odparłem. Doskonale wiesz, że to ostatnie morderstwo jest dla mnie największym wstrząsem. Jola byłą tylko moją koleżanką, a śmierć proboszcza nie jest dla mnie najważniejsza. Doskonale wiesz, że kochałem się w Renacie i chociaż było to piętnaście lat temu szkoda mi tego ciała. Tak, kurwa, szkoda mi tego czterdziestodwuletniego ciała, które można było doprowadzić do ekstazy. Kiedy byliśmy młodzi, zostaliśmy zatrudnieni jako wychowawcy na koloniach Stoczni Gdańskiej. Pamiętam taką noc, podczas której ona spała z innym facetem, a ja z żoną jakiegoś przewodnika górskiego, który nie wiadomo skąd się napatoczył. Nigdy już, nawet, kiedy się upiję, nie będzie najmniejszej szansy, nawet w wyobraźni, kochać się z Renatą. 

- Uspokój się, kurwa - odpowiedział mój szwagier - i zrób jakiś ruch. Czy ty, kurwa, myślisz, że trzy morderstwa w przeciągu czterech dni wróżą moją długą karierę zawodową. Raczej prorokują moją dymisję. Skup się. Najpierw opanuj się i zastanów się nad moim ruchem: 

1.                     e7-e5,  

a zaraz potem pomyśl, jak to możliwe, że osoba, która wypchnęła Renatę z wieży, zdążyła z niej zbiec na dół, ukryć się i uniknąć aresztowania. Popędziłem na wieżę, kiedy tylko usłyszałem upadek ciała. 

To był dla mnie wstrząs. Rzeczywiście musiałem się zastanowić nad sobą. Do tej pory miałem szwagra za idiotę. Kto normalny poszedłby do szkoły oficerskiej w Szczytnie. Jego zachowanie w trakcie wypadku wskazywało jednak, że odznaczał się inteligencją. On jeden zachował zimną krew i pobiegł na wieżę bezpośrednio po zdarzeniu. A może to tylko rutyna zawodowa i wynik szkoleń. Musiałem mu pomóc w rozwiązaniu zagadki.

- Czekaj, kurwa! I daj się zastanowić. Po pierwsze, bądź tak uprzejmy i skocz po piwo. Całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach. Dobrze, że moja żona jest na wczasach. 

Szwagier poszedł do najbliższego sklepu, a ja starałem się pozbierać z ciosu, który stanowiła dla mnie śmierć Renaty. Nic nie ginie bezpowrotnie. Wszystko, co zostało zapisane w pamięci człowieka, stanowi rzeczywistość, wszystko, aż do jego śmierci, przypomina o przeszłości i nie pozwala spokojnie zasnąć powodując ból lub rozkosz. 

Szwagier przyszedł z piwem i wypalił: - Dość już mam twojego pieprzenia. Wszystko to sranie w banie. Jak możesz sobie zawracać dupę śmiercią Renaty, skoro kochasz swoją żoną i córkę. 

Wszystko to była prawda, jednakże nie do końca. Moja teściowa miała sześciu szwagrów i jednego syna. Wszyscy ci mężczyźni spłodzili sześcioro dzieci, z tego mój partner od szachów miał ich troje plus jedno nieślubne. O tym nieślubnym dziecku nie można było wspominać. Tym niemniej, nie przestawało ono istnieć. 

- Ty też kochasz swoją żonę i trójkę dzieci, które masz ze swoją żoną, a w tym samym czasie kochasz swojego nieślubnego syna i nie pierdol, bo życie jest o wiele bardziej skomplikowane, niż by się wydawało. 

- Dobra! Stary. Spróbuj mi powiedzieć, jak to możliwe, że zabójca zdążył zbiec z miejsca zbrodni nie natknąwszy się na mnie. 

- To jest proste jak but. Zauważyłeś pewnie, że na czwartym poziomie wieży stoi baniak z winem? Tak, to baniak z winem mszalnym. Pomyśl, ile litrów wina mszalnego musi zużyć w ciągu roku parafia. Za baniakiem z winem mszalnym jest tajne przejście do zakrystii kościoła. 

- To jednoznacznie wskazuje, że mordercą jest mieszkaniec  parafii, który znał tajne przejście, o którym mówisz - stwierdził szwagier. 

- Po pierwsze, to nie żadne tajne przejście, a ponadto: 

34. Wh2:h5

i szwagrowi nie pozostało nic innego niż poddać się.

 


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****