Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R3: Otwarcie orangutana
R4: Pogrzeb Jolki
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się piąty rozdział książki po tytułem:

  Siostry Kurczewskie:

 

Następnego dnia na naszej kościelno-historycznej dzielnicy rozpętała się dzika burza, którą spowodowały trzy morderstwa następujące po sobie w krótkim odstępie czasu. Dziennikarze prasowi, telewizja. Od rana nie odbierałem telefonu, unikając wścibstwa znajomych dziennikarzy, którzy nagrywali się na automatyczną sekretarkę zaklinając mnie, żebym skontaktował się z nimi, tak szybko jak to tylko będzie możliwe. Dzwonili nawet prezenterzy telewizyjni, z którymi zetknąłem się kiedyś przelotnie. 

Wypadało zwlec się z łóżka i odwiedzić dom żałoby. Kiedyś stanowiliśmy jedną paczkę, siostry Kurczewskie mieszkały w dzielnicy domków jednorodzinnych. Domek zbudował ich ojciec, który pływał na statkach jako mat, żartowaliśmy, że w tym domu jest mat i matka. W domku panowała serdeczna atmosfera. Organizowaliśmy dyskoteki, popijaliśmy po kryjomu wino przez rurkę z baniaka stojącego na tarasie. Wino było niedojrzałe i cała przyjemność kończyła się rzyganiem w ogródku. I dobrze.

Nikogo w tym domu nie dziwiło, że goście grzebią w kuchni w bigosie, przychodzą i wychodzą, kiedy chcą i obcałowują się po kątach. 

Renata wyszła za Olbrychta, Teresa za Maćka Markowskiego, mocno zaangażowanego w działalność "Solidarności", internowanego w czasie trwania stanu wojennego. Obecnie Maciek prowadził własną spółkę, firmę, która zajmowała się czym się dało i nazywała się "ASTRA".

Ubrałem się i poszedłem do Kurczewskich. Olbrycht wykupił połowę bliźniaka sąsiadującego z nieruchomością Kurczewskich, mieszkali więc jakby razem. Miało to być lokum tymczasowe, dopóki nie zbudują samodzielnego nowoczesnego domu.

Wszedłem do Kurczewskich, witając się z psem, który merdał ogonem na powitanie. Kurczewscy mieli jeszcze jedno zwierzę: kameleona, który teoretycznie mieszkał w akwarium w dużym pokoju, praktycznie zaś wałęsał się po całym domu, ryzykując utratę życia. Janina Kurczewska była w kuchni. Chlipała w rękawy i fartuch i gotowała, no cóżby: oczywiście bigos. Kiedy mnie ujrzała, już z daleka powiedziała:

- No i widzisz Waldek, jak to się dzieje na świecie... - łzy stanęły jej w oczach - nic nie pomożemy. Wejdź dalej ... .

Pocałowałem ją w rękę - Rzeczywiście nic nie pomożemy - zachlipała ponownie:

- Żeby własne dzieci chować.

Wszedłem do pokoju. Przy stole siedzieli członkowie rodziny:  Teresa, Jurek i Maciek i naradzali się nad organizacją pogrzebu. Mata nie było, poszedł do kościoła umówić mszę świętą. Olbrycht nadawał ton rozmowie, wyglądał jakby nie spał tej nocy. Jego przekrwione oczy świeciły złowrogo; starał się zachowywać jakby nic się nie stało:

- Stypę zrobimy w "Starówce" ("Starówka" to zaprzyjaźniona knajpa) ...

 - Może lepiej tu w domu. Mamie byłoby przyjemnie ... To znaczy, źle się wyraziłam - przerwała mu Teresa.

- W tym domu nie zmieści się więcej niż czterdzieści osób. Na stypę na pewno przyjdzie więcej - oponował Olbrycht. 

- Nie będziemy przecież robić przyjęcia, tylko pogrzeb. - powiedziała ostrzej Teresa. 

- Ty nie myślisz racjonalnie. Nie jest możliwe, żeby na tej stypie było tylko czterdzieści osób - odparł spokojnie, lecz stanowczo Olbrycht. 

- Ty za to zawsze myślisz racjonalnie ... z tego powodu zawsze biorą się problemy - powiedział zaczepnie Maciek. Olbrycht tylko spojrzał na niego, tak jakby chciał powiedzieć: "Daj mi człowieku spokój, i tak cierpię ponad miarę" i rzekł: 

- Stypa w "Starówce". Postanowione. Listę osób ustalicie później z mamą. Dziesięć osób w jedną lub drugą stronę nie gra roli. Powiedz mi Maciek jak stoisz z pieniędzmi, może będę musiał od ciebie pożyczyć jakąś kwotę. 

- Bądź spokojny, te pieniądze nie śmierdzą. 

- Żadne pieniądze nie śmierdzą. - odparł Olbrycht - Kiedy wreszcie przyjdzie Hanes. 

Hanes to wspólny księgowy obu szwagrów. To więcej niż księgowy. To facet, który doskonale wiedział ile każdy ze szwagrów ma pieniędzy, a także ile może wydać. Oni nie podejmowali żadnych decyzji w interesach zanim z nim się nie skonsultowali. To nie znaczy, że postępowali zgodnie z tymi radami. Wręcz przeciwnie. Nie słuchali Hanesa i przez to wpadali w coraz to nowe kłopoty, z których on ich musiał wyciągać. Tomek Hanes niewątpliwie znał swój zawód.

- Zadzwoń do niego na komórkę. Przyjedzie prosto z banku. 

Do pokoju wszedł mat. Wyglądał jakby był bardziej przygnębiony niż zwykle. Oczy miał spocone. Rzekł: 

- Nie tak łatwo o mszę. Danek powiedział, że nie będzie odprawiał tej mszy, a właśnie na niego wypada kolej. 

- To oni mają plan mszy? - rzekł Olbrycht - Niech się wypcha. Zaprosimy innego księdza. 

- Nie złość się - dodał Mat - Nie jest im łatwo, zostało ich tylko troje. 

- Pewnie patrzą na siebie spode łba, bo nie wiedzą, kto zostanie proboszczem ... - skomentował Olbrycht. 

- Nie martw się o nich, to nie partia komunistyczna, tylko kościół - krzyknął prawie Maciek. 

- To jeszcze gorzej. - Olbrycht nie wytrzymał - w tym kraju nie ma większych chytrusów niż księża. Powinieneś o tym wiedzieć, bo kombinujesz na ulgach podatkowych dla parafii. 

- Ty wolisz przewalać pieniądze przez klub sportowy, a ja wspomagam biednych. 

- W moim klubie sportowym szefowie jeżdżą małymi fiatami, a w twojej parafii biedni księża jeżdżą mercedesami. 

Mat słysząc kłótnię szwagrów odwrócił się, aby wyjść do kuchni, a wychodząc natknął się na Danka, który właśnie wchodził do pokoju. Danek zrobił znak krzyża i powiedział: 

- Pokój temu domowi. Zmieniłem zdanie i odprawię mszę. Która godzina wam odpowiada. Jestem wam winien tą mszę. 

- Temu domowi jesteś bardzo dużo winien - twardo oznajmił Olbrycht. To on był twardym, nieustępliwym facetem, który wszelkimi drogami dążył do celu. Na jego tle Maciek był pionkiem bez właściwości i charakteru, aż dziw, że dorobił się znacznego majątku. 

- Nie musisz odprawiać tej mszy, Danek. Właściwie ja sobie nie życzę, żebyś to ty odprawiał mszę żałobną po śmierci mojej żonie. 

- Jak sobie życzysz - szepnął Danek – I niech Bóg ma cię w opiece - zaczął zbierać się do wyjścia. 

- Wpadnę jeszcze dziś do ciebie, Danek - powiedział Maciek - tylko najpierw porozmawiam z Hanesem. 

Mat i Danek wyszli z pokoju, a po krótkim czasie pojawił się Hanes. Ogarnęło mnie przekonanie, że nie mam czego szukać w tym domu, który diametralnie różnił się od domku Kurczewskich z moich wspomnień. Nic mnie nie obchodziły ich pieniężne rozliczenia oraz nie skrywana wzajemna niechęć. Pożegnałem się szybko i wyszedłem do kuchni. Bigos pyrkał na gazie jak za dawnych dobrych czasów. Z rozkoszą sięgnąłem po widelec leżący obok garnka, uchyliłem pokrywkę i zamieszałem. Wyciągnąłem na widelcu odrobinę bigosu, podmuchałem, i spróbowałem. ... Dobry. Odłożyłem widelec z powrotem, przykryłem pokrywkę i wyszedłem. Kiedy wykonywałem te czynności, wpatrywał się we mnie nieruchomy kameleon.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****