Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R3: Otwarcie orangutana
R4: Pogrzeb Jolki
R5: Siostry Kurczewskie
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R9: Gwiazda
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się szósty rozdział książki po tytułem:

  Debiut Birda:

 

Następnego dnia szwagier przyszedł do mnie na następną partię szachów. Nigdy jeszcze nie rozegraliśmy tak wielu partii w tak krótkim  okresie czasu. Tym razem szwagier zaczął partię od:

1. f2-f4

na co odpowiedziałem szybko: 

1.                     d7-d5

- Co to za otwarcie? - zapytał szwagier. 

- Debiut Birda. Był taki szachista, który nazywał się Bird. 

- A co graliśmy ostatnio. W dniu śmierci Renaty. 

- Ten debiut, rozpoczynający się od ruchu wieży, jest tak nietypowy, że właściwie nie jest sklasyfikowany. Kiedyś spotkałem nazwę: otwarcie Woolloomooloo, ale nie sądzę, żeby się ona przyjęła. 

- Hmmm... - szwagier zamruczał - Wiesz co, przesłuchałem wszystkich trzech księży, przesłuchałem Olbrychta, Nowakowskiego, Kurczewskich (chociaż nie było to łatwe), przeprowadziłem wizję lokalną w zoo, na torach łuczniczych i w kościele. Poszedłem na wieżę kościelną, zbiegłem tajnym przejściem, które tajne jest tylko z nazwy, bo prowadzi do zakrystii i księża zawsze nim chodzą po wino mszalne. Jedyne co można zrobić, to zakapować ich do prokuratora za pędzenie alkoholu. O ile da się na siłę połączyć drugie i trzecie morderstwo i przypisać je księdzu Dankowi, o tyle zabójstwo Jolki tu nie pasuje. 

- Ja cię rozumiem. A jeśli założyć, że Jolka była niewygodnym świadkiem? 

- Niewygodnym świadkiem czego? 

- Niewygodnym świadkiem romansu Danka i Renaty. 

- A był taki romans?

- Nie wiem. Moje rozważania są równie hipotetyczne jak twoje. 

- A mógł być? 

- Czemu nie. Wyobraź sobie księdza w sile wieku. Ile może być księży na tyle silnych, aby oprzeć się działaniu pożądania seksualnego? Jeden na stu? ... No dobra, jeśli powiem dwóch na stu, to będzie opinia bardzo pochlebna dla księży. A co robi pozostałe dziewięćdziesiąt osiem księży na sto? Zaspokaja się w różny sposób. Ci, którzy żyją z kobietami są najbardziej normalni. Danek na pewno był normalnym chłopakiem, który interesował się dziewczętami. Zastanów się ile krzywdy wyrządza całej wspólnocie wiernych bzdurna zasada celibatu księży. 

- Czy ty nie za daleko posuwasz się w rozważaniach. Przecież nie chodzisz do kościoła. Nie należysz do wspólnoty wiernych, więc nie powinieneś wypowiadać się na temat wewnętrznej organizacji kościoła. 

- Nie masz racji. Zgodnie z prawem kanonicznym, osoba ochrzczona pozostaje członkiem wspólnoty wiernych i podlega jej prawom do końca życia, bez względu na to czy sobie tego życzy, czy nie. A jeżeli tak, to ma prawo wypowiadać się na temat spraw wspólnoty, której jest członkiem. 

- Niech będzie. Jeżeli Danek jest normalnym facetem, to czy nie mogło być tak, że miewał stosunki z Jolką i Renatą? 

- To jest możliwe. Jednakże zwróć uwagę na to, co powiedziałem. Danek jest normalnym facetem. On nie mordowałby swoich kochanek. Po co mordować kobietę czterdziestoletnią, którą kochało się kilkanaście lat temu, i do której powróciło się po kilkunastu latach. 

- Może wobec tego zamordował ją Olbrycht z zazdrości. 

- Olbrycht nie zapraszałby w tym celu swojej żony na wierzchołek wieży kościelnej. 

- Spróbujmy wobec tego zastanowić się nad wątkiem przestępstwa gospodarczego. Olbrycht zamordował Jolkę, żeby ukryć swoje lewe  interesy, żonę z powodu romansu z Dankiem, a Plastonia jako niewygodnego świadka.

- Z tego wniosek, że następny będzie Danek. 

- Kiedy skończymy tą partię, pójdziemy do Danka i zalecimy mu wzmożoną ostrożność. 

- Wracając do wątku przestępstwa gospodarczego. Zauważyłeś, że oni wszyscy mają na szyjach ciężkie, złote łańcuchy? 

- Tak. Taki łańcuch jest wart z pięć tysięcy złotych. 

- A wiesz co te łańcuchy oznaczają? 

- Nie mam pojęcia. 

- Po tym poznają się członkowie mafii wywodzącej się z kręgów byłych cinkciarzy, przemytników i sutenerów. 

- Ale przecież Olbrycht to stary aparatczyk partyjny, a Markowski to internowany działacz solidarnościowy. Nie mogą na siebie patrzeć i nie są w stanie wypowiedzieć do siebie zdania, które nie zawiera wzajemnych zniewag. 

- Cóż to przeszkadza przy wspólnym prowadzeniu interesów? Komuchy i solidaruchy są powiązani ze sobą delikatną siatką lewych interesów. Ich nieruchomości są wykupywane za bezcen z tego samego źródła, kredyty i zabezpieczenia bankowe pochodzą z tych samych instytucji finansowych, wszystko mają wspólne. Korzystają z porad tych samych doradców. Innymi słowy mówiąc: kurwa kurwie łba nie urwie. 

- A wy jako władza, nie możecie zrobić z nimi porządku? 

- My jako władza to jeszcze jeden element tego złodziejskiego układu. Prokuratorzy i sędziowie występują w roli ich doradców. Szefowie policji są  "ozdobą" ich salonów. To jeszcze nie wszystko. Lion Club i Rotary Club, to organizacje przez nich założone. Oni tam popierają się nawzajem we wszystkich działaniach, także w swoich złodziejstwach. Idź złoto do złota. Czwarta władza: dziennikarze, znasz ich doskonale. Można kupić tych gołodupców za byle ochłap. Każdego uczciwego człowieka otoczą breją gnoju, o złodzieju nie napiszą, że złodziej, bo się boją. Nie ... Absolutnie nie utożsamiaj mnie z władzą. Ja jestem tylko oficerem operacyjnym i niczym ponadto. Ja nawet nie będę dążył do sprawdzenia, czy mają w porządku księgi rachunkowe. Na pewno mają. Ich prowadzenie nadzoruje Hanes, który mawia, że organy skarbowe składają się ze złodziei, leni i głupków, złodzieja można kupić, leniowi można wmówić wszystko co się chce, a głupkiem w ogóle nie ma co się przejmować. 

Szwagier zaniemówił zmęczony i pochylił się nad szachownicą - Wiesz co - powiedział - a może morderstwa luźno się ze sobą łączą, lub nie łączą się wcale, może każde jest dziełem innej osoby. 

- Może. Albo dokonano ich przy pomocy wynajętych morderców. Wiesz co. Kończmy tą partię, bo robi się późno. 

- Dobra - powiedział szwagier - zrobił ruch: 

26. Hd2-d4

i zaproponował remis. 

- Zgoda - odrzekłem - Bird był z zawodu finansistą, szachami zajmował się tylko amatorsko. Napisał wiele książek zarówno o finansach jak i o szachach. 

- Pójdziesz ze mną do Danka? 

- Pójdę. 

Kiedy wyszliśmy z domu, na dworze robiła się szarówka. Nie wiem dlaczego, przed oczyma wyobraźni przemaszerowały mi wizerunki dziewcząt, które znałem w młodości. Ich uśmiechy, przytulane pocałunki w takt pościelówy. Przez głowę przeleciała mi myśl, że Renatę można było zabić z powodu zadawnionej nienawiści, ponieważ należała do dziewcząt, które kolekcjonowały zakochanych chłopaków, tracąc nimi zainteresowanie, nazajutrz po ich zdobyciu. 

Danka nie było w zakrystii, ani w domu kościelnym. Wyszedł gdzieś parę minut temu. Gdyby poszedł w kierunku miasta, raczej spotkalibyśmy go po drodze. Zachodziło podejrzenie, że udał się w kierunku zoo. 

- Zobaczmy, czy go nie ma na ławeczce koło wybiegu orangutanów - zaproponował szwagier – i poszliśmy w tamtym kierunku, przeszliśmy przez bramkę, zamkniętą na nie zamkniętą kłódkę, przedarliśmy się przez ciemniejący gąszcz krzaków. Na ławeczce nikogo nie było, nie było też śladu niczyjej obecności. 

- Zobaczmy w takim razie na torze łuczniczym - powiedział szwagier - i wróciliśmy przez bramkę, a potem, wzdłuż rzeczki do śluzy. Brama od torów łuczniczych SMOK była zamknięta, w baraku nie paliło się światło. Mimo to przeszliśmy przez płot i obeszliśmy cały teren starając się zaglądnąć do wnętrza baraku. 

- Pójdźmy w kierunku wejścia do zoo - powiedział szwagier - i udaliśmy się do bramy, ale i tam nikogo nie było. 

- Pewnie wrócił już do kościoła, albo zniknął po drodze u jakiejś baby, i dlatego go nie spotkaliśmy. 

- Czekaj - powiedziałem - przejdźmy się jeszcze do klatki z orłami. 

Było już prawie ciemno, kiedy pojawiliśmy się przed klatką. Im bliżej do niej podchodziliśmy, tym bardziej widoczny stawał się leżący przed klatką ludzki kształt. Przyspieszyliśmy kroku. Mieliśmy już prawie pewność. Na ziemi leżał Danek, głowę miał zwróconą w kierunku klatki; orzeł bielik, taki sam, jak ten w godle Polski, wysuniętym przez szczeble klatki dziobem, wydziobywał mu poprzez oczodół mózg. Danek miał głowę roztrzaskaną o pręty klatki,  na ziemi walały się prezerwatywy, które powypadały mu z kieszeni sutanny.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****