Strona Główna
Wstęp
Oświadczenie medium
Plan sytuacyjny
List protestacyjny
R1: Wariant smoka
R2: Gdańsk o zmroku
R3: Otwarcie orangutana
R4: Pogrzeb Jolki
R5: Siostry Kurczewskie
R6: Debiut Birda
R7: Wariant kameleonowy
R8: Słodki smak agrestu
R10: Kamienna ściana
R11: Opowiadanie mordercy
R12: Noc jest rozkoszą Bogów
Epilog
Partie szachowe
Efemerydy
Gdańsk
Licencje

 

Jesteś na stronie domowej Waldemara Matlana, na której znajdziesz dzieło pod tytułem:

 

Zbrodnia na torze łuczniczym

 

Poniżej znajduje się dziewiąty rozdział książki po tytułem:

  Gwiazda:

 

Szwagier przyszedł punktualnie o szóstej; był podekscytowany. Wykonał ruch: 

1. d2-d4

na co ja odpowiedziałem: 

1.                     f7-f5

i powiedział: 

- Brakuje mi tylko kilku elementów do tej układanki. Powiedz, co robiłeś, kiedy wyszedłeś z Teresą z pokoiku na górze. 

- Poszedłem na agrest do ogródka. 

- Kogo widziałeś po drodze. 

- Mat grzebał w komórce. 

- A dokąd poszła Teresa? 

- Nie wiem. Po prostu wyszła z domu. Myślę, że może poszła do sklepu, albo do jakiejś koleżanki. 

- Nigdy byś nie zgadł, dokąd poszła. 

- Do kościoła. - próbowałem jednak zgadnąć. 

- Nie. ... Na ławeczkę obok klatki z orangutanami. - Szwagier nie krył zadowolenia. 

Po krótkiej chwili szwagier zaczął rozmowę na nowo: 

- Wobec powyższego nikt z was nie ma alibi. Kurczewska spała w pokoju na górze i nic nie słyszała, Kurczewski chrobotał w szopie i też nic nie słyszał. To jest ciekawe zachowanie w dzień po pogrzebie córki robić porządki w szopce. 

- Wydaje mi się to raczej normalne. Potrzebował chwili samotności i odprężenia. 

- No tak. ... Teresa urządzała sobie chwile wspominek na ławce w zoo i oczywiście nikt jej nie widział. Olbrycht i Hanes mknęli swoimi samochodami, ale w różnych kierunkach i nikt ich nie widział. A ty napychałeś buzię agrestem i nic nie widziałeś. To też ciekawe zachowanie. 

- Może wszedł ktoś z zewnątrz. 

- Może wszedł ktoś z zewnątrz, ale, oczywiście, nikt go nie widział. Pozostaje jeszcze pytanie, w jakim celu. 

- A może mordercą jest jakiś szaleniec. Nawiedzony idiota, który morduje przypadkowe osoby z jakichś irracjonalnych przyczyn. To się czasami zdarza. Tacy mordercy posługują się swoją własną logiką, niezrozumiałą dla osób postronnych. 

- Jaką logiką? 

- Nie wiem. To ty jesteś od tego, żeby znaleźć zabójcę. Czytałem nawet taką książkę, w której bohater dokonywał morderstw bez motywacji. 

- Niestety. Dom Kurczewskich był przez cały czas pod obserwacją. Nikt poza wspomnianymi osobami nie wchodził i nie wychodził z domu. Morderstwa musiała dokonać osoba z tego grona. 

- Jeżeli tak, to możesz wykluczyć niektórych podejrzanych. Musisz wiedzieć, czy mat był przez cały czas w komórce. 

- Mów dalej. 

- Możesz wykluczyć Teresę, ponieważ wyszła z domu, kiedy szwagrowie kłócili się między sobą w pokoju, a księgowy przysłuchiwał się tym kłótniom. 

- Nie mogę. Obserwacja była z zewnątrz, a nie z góry. Wiadomo, kto i kiedy wchodził i wychodził przez główne drzwi i furtkę w płocie, ale nie wiadomo, w jaki sposób wszyscy przemieszczali się w domu i gospodarstwie. 

- Wobec tego, mogło być tak, że morderca wszedł od strony strumyka, albo przez płot z sąsiedniego gospodarstwa.

- Żadna z osób mieszkających na sąsiednich posesjach nie spostrzegła osoby wchodzącej na teren nieruchomości Kurczewskich, chociaż wszyscy mają w obejściu psy. Mat Kurczewski nic nie zauważył, chociaż drzwi od szopy były przez cały czas otwarte. Ty zrywałeś agrest, który rośnie przy strumyku, i też niczego nie zauważyłeś. Nikt nie pamięta, aby pies Kurczewskich szczekał. Wiedząc to wszystko oszacuj poziom prawdopodobieństwa  zdarzenia: ktoś wszedł na teren posesji Kurczewskich niepostrzeżenie.

- Prawie żadne. Chyba, że wszedłby ktoś z domowników. 

- No widzisz. Gdyby morderstwa dokonał ktoś z zewnątrz, to musiałby potem wyjść z domu niepostrzeżenie. Prawdopodobieństwo wejścia i wyjścia kogoś takiego z posesji równa się dwa razy prawie niemożliwe. 

- Chwileczkę, Olbrycht wykupił przecież dom obok posesji Kurczewskich. Morderca mógł wejść od tamtej strony. 

- To jest możliwe. Ale pies nie wpuściłby obcego. Chyba rozumiesz, że wobec tego, ktoś z was zabił Markowskiego. 

- Kto ostatni widział go żywego. 

- Hanes, a ty pierwszy widziałeś go martwego. ... Słuchaj, dlaczego nie pojechałeś z rodziną na wczasy? 

- Nie muszę ci się tłumaczyć z mojego prywatnego życia. 

- Chyba jutro w komendzie będziesz musiał się tłumaczyć. Wygląda ono dosyć podejrzanie. 

- Martw się o swoje życie prywatne. 

- Fakty świadczą przeciwko tobie. Pałętasz się po całej dzielnicy, a gdzie się pojawisz, tam zdarza się zabójstwo. Przyjrzymy się bliżej twojej znajomości tajnych przejść i furtek zamkniętych na niby. Pięć morderstw w przeciągu dwóch tygodni. 

- Ja miałbym być mordercą? Gdybyś mnie znał nie gadałbyś bzdur. Dla ciebie każdy może być przestępcą. Doskonale pamiętam jak matka posłała cię do ZOMO, żebyś nie musiał służyć w wojsku. Nie przewidziała, że wybuchnie sierpień osiemdziesiątego roku. Nie pamiętasz już, jak tłukłeś robotników pałą po plecach. A może zapomniałeś jak pacyfikowałeś Szkołę Pożarniczą w Łodzi. A może ci przypomnieć jak strzelałeś do więźniów w Kamieńcu. Ile ich zabiłeś. ... A kto pacyfikował stocznię w grudniu 1981 r., kiedy na bramach pozostało tylko trzystu demonstrantów. Nie ty? Nie pamiętasz jak nabijałeś się wtedy z przywódców tego ostatniego uczciwego strajku. ... Taka pinda jak ty mogła dopuścić się pięciu zabójstw. ... 

- Wystarczy. Zobaczymy, co jutro będziesz miał do powiedzenia. 

- Jak mogłeś dojść do tak głupawego wniosku. Przecież razem z tobą znalazłem zabitego Danka. 

- Mogłeś wynająć mordercę, albo masz wspólnika. 

Jeżeli wspólnika - pomyślałem - to pewnie ma na myśli Teresę i zacząłem się śmiać. 

- Nie ma się z czego śmiać. - Powiedział szwagier. 

- No jest. Zawracasz sobie głowę banialukami, a może w tej chwili ktoś inny dokonuje następnego morderstwa. 

- Nie obawiaj się. Wszyscy mają ochronę. Twoja rodzina też. 

- Ty jesteś pierdolnięty. - powiedziałem. 

- Widzisz. - powiedział szwagier - Markowskiego mógł zabić tylko ktoś z was. To się nazywa zagadka zamkniętego pokoju. Nikt nie mógł przejść przez ściany, ani sfrunąć przez komin. 

Zrozumiałem, co szwagier miał na myśli.

- Przez ściany nikt nie mógł przejść, ale może mógł przejść w ścianie. - Powiedziałem - Te domy były budowane w taki sposób, aby zamaskować ich większy metraż. Stąd wzięły się werandy, tarasy, balkony, ostre spadki dachów i podwójne ściany. Przypomnij sobie jak wygląda duży pokój na parterze. W ścianach wbudowane są regały na książki. Oczywiście nie cała ściana jest regałem. Reszta to zamaskowane schowki. Na przykład pomiędzy drzwiami na werandę a regałem, pod którym stoi stół. W tym miejscu, w którym znalazłem Maćka. Fotel był odsunięty od ściany, która jest takim schowkiem. Coś więcej ci powiem, ten schowek prowadzi prościutko do góry do pokoju, w którym rozmawiałem z Teresą. Kiedy byliśmy młodzi, otwieraliśmy drzwiczki u góry w pokoiku i słuchaliśmy co mówiono na dole. Niewykluczone, że tamtędy z góry zsunął się zabójca. Powinieneś przebadać te schowki i sprawdzić, czy nie ma podobnego przejścia między dwoma bliźniakami. 

I zacząłem się śmiać.


Inne moje dzieło o nazwie Efemerydy znajdziesz naciskając na ten przycisk. Jest to książka o świecie, w którym czas biegnie do tyłu.

Strona o Gdańsku, w którym toczy się akcja obydwu książek prowadzi do stron, na których znajdują się felietony na tematy aktualne.

Zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

 
***** strona domowa Waldemara Matlana *****