Strona Główna
Diariusz
Scenario 2
Słownik
Konkluzja
Licencje
Napisz
Poczta
Strona 2
Gdańsk

wahadlo

          Rzecz dzieje się na urodzisku położonym na zboczu góry. W trakcie ukazywania się napisów na początku filmu kamera pokazuje urodzisko. Ogląd kamery odbywa się w atmosferze, która zapowiada film typu horror, chociaż brak nachalnych jęków, pisków, postaci wampirów itp. Jest jesień. Wiatr wieje normalnie, jak to jesienią, świeci słońce, po urodzisku hulają piękne, złote i brązowe liście, wiatr przygina zżółkłe tuje, cisy i jałowce. Chwilami wiatr wzmaga się i widać, jak w alejkach tworzą się wiry z kurzu i liści. Alejki nie są wypielęgnowane, ale nie są też zaniedbane, porządek jest taki, jakby kilkaset osób, niezależnie od siebie, dbało o poszczególne miejsca narodzinowe. Gdzieniegdzie, po alejkach chodzą osoby, najczęściej młodzieńcy, niektórzy o kulach, staruszków jest bardzo mało, jeżeli już, to z babciami. Z rzadka. 

          Kamera pokazuje niebo, zachmurzone, ale piękne. Kiedy na ekranie przelatują ostatnie napisy, najazd kamery na jedno z miejsc narodzinowych, w trzecim rzędzie od płotu, za płotem łagodny spadek terenu i jeziorko, za nim łąka, za łąką droga. Pogoda psuje się i spadają pierwsze krople deszczu zacinającego po twarzach. Deszcz przestaje padać, wiatr przegania chmury po niebie, za chwilę znowu spadają ukośne krople deszczu i tak w kółko. 

          Wokół miejsca narodzinowego stoją zgromadzeni ludzie. W ziemi rozkopana dziura, nad dziurą dwie deski. Stojąc na tych deskach można wyciągnąć pudło narodzinowe z urodziska. Wokół rozkopanego stanowiska narodzinowego stoją ludzie: 

·         AKUSZERZY – czterech mężczyzn w czarnych strojach podobnych do strojów muszkieterów z przedwojennego filmu, dwóch z nich ma wąsiki podobne do wąsików muszkieterów, stoją spokojnie z boku i biorą udział w wydarzeniach wtedy, kiedy jest to konieczne; 

·         KSIĄDZ – młody, na sutannę nałożony płaszcz, sutanna wystaje spod płaszcza, rękawy sutanny wystają spod rękawów płaszcza, ręce na wystającym brzuszku, w rękach książeczka do nabożeństwa, na nosie okulary, na twarzy spokój i jakby znudzenie; 

·        MINISTRANT – młody, krótko ostrzyżony chłopak, około dwunastu - czternastu lat przed śmiercią, w ręce naczynie ze święconą wodą i kropidło; 

·         ŻONA – kobieta w wieku około pięćdziesiątki przed śmiercią, skromnie ubrana na czarno, zadowolona; 

·         CÓRKA – młoda dziewczyna w wieku około osiemnastu lat przed śmiercią, długie rozpuszczone włosy; 

·         GOŚCIE – około czterdziestu osób w różnym wieku. 

          Wszyscy śpiewają, a właściwie zawodzą: „Wieczne życie racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niech świeci nad nami”. Akuszerzy podchodzą do wykopanej dziury, chwytają za sznury i wyciągają z wysiłkiem brązowe pudło narodzinowe, które jest lśniące jak nowe, chociaż zabrudzone wilgotną ziemią. Stawiają pudło na deskach, które podsunęli nogami w poprzek trumny, i odchodzą na bok. 

          Ksiądz otwiera modlitewnik i „odklepuje” krótkie modlitwy, potem kropi pudło narodzinowe wodą święconą i przemawia do zgromadzonych trochę mniej znudzonym tonem: 

KSIĄDZ: Oto witamy nowego członka naszej parafii. Bóg obdarzył go życiem na swoją chwałę i ku pożytkowi bliskich oraz wszystkich ludzi. Będzie to kochany mąż i ojciec, który, zgodnie z przykazaniami boskimi, będzie troszczył się o dobro rodziny i własnym przykładem nakłaniał najbliższych do życia w wierze, aby zasłużyli na życie wieczne. Przywitajmy go i otoczmy opieką w naszej parafii Świętej Rodziny. Amen.

          Po tym przemówieniu przez kilka sekund trwa cisza, po czym ksiądz odklepuje pod nosem krótką modlitwę i żegna się. Wszyscy żegnają się wraz z nim.

          Akuszerzy podnoszą pudło narodzinowe i z wysiłkiem zanoszą na czarny, akumulatorowy karawan; karawan rusza powoli, za nim idzie kondukt w następującej kolejności: ministrant z krzyżem, ksiądz z modlitewnikiem, kropidłem i naczyniem na wodę święconą, żona, którą trzyma pod rękę córka, dalsi krewni, znajomi. Wszyscy niosą wieńce i wiązanki kwiatów. Kondukt schodzi z góry do kaplicy.

          W kaplicy trumna zostaje położona na podwyższeniu pomiędzy rzędami ławek. Ksiądz rozpoczyna mszę.

          W trakcie mszy następuje moment otwarcia pudła narodzinowego. Przed tym momentem do pudła narodzinowego podchodzą żona i córka. Akuszerzy odkręcają śruby wieka i odkrywają je. Żona patrzy z zaciekawieniem do trumny, pochyla się. Za nią pochyla się córka. Żona, opierając się na córce, całuje męża w policzek. Po niej robi to córka, ale z wahaniem.

          Mąż leży nieruchomo, ma zamknięte oczy i ręce złożone na piersi, skóra woskowa, paznokcie czarne, włosy sztywne jak u lalki, twarz wygląda jak przypudrowana wydzielinami kosmetycznymi, spod nich wyzierają czerwone i fioletowe plamy. Ubrany w czarny garnitur.

          Po tym zdarzeniu żona dalej stoi spokojnie, ale widać po niej, że staje się coraz bardziej zadowolona. Inne osoby starają się zajrzeć do pudła narodzinowego, niektórzy dyskretnie, niektórzy bezczelnie, niektórzy lękliwie. Poszeptują coś sobie do uszu. Niektórzy wychodzą z kaplicy i wesoło komentują wygląd urodzeńca oraz inne aktualne tematy.

          Kiedy msza ma się ku końcowi, akuszerzy nakładają wieko pudła i zakręcają śruby. Po zakończeniu mszy akuszerzy wynoszą pudło narodzinowe z kaplicy i wkładają do karetki pogotowia, która szybko rusza do szpitala.

          Goście wychodzą z kaplicy i w grupkach rozmawiają przed kaplicą. Od czasu do czasu spoglądają na żonę i córkę nowonarodzonego. Ktoś krząta się i organizuje wspólny powrót do domu nowonarodzonego. Uczta już się odbyła przed uroczystością nowonarodzeniową.

KTOŚ: Prosimy Państwa do autobusu!!! … Czeka przed wejściem na teren narodzinowy !!! … Proszę bardzo!!! ... .

          Itd.

          Żona idzie spokojnie z córką do bramy terenów narodzinowych. Idą przytulone i rozmawiają: 

CÓRKA: Jak ci się podoba ojciec? 

ŻONA: Bardzo dobrze? … A tobie? 

CÓRKA: Jak na urodzeńca? … Co robimy teraz?

ŻONA: Pojedziemy do domu i zajmiesz się gośćmi, a ja muszę jechać na identyfikację … . 

CÓRKA: Mogę pojechać z tobą.

ŻONA: Nie trzeba. Zajmij się gośćmi. 

          Wychodzą za bramę terenów narodzinowych, wsiadają do samochodu średniej wielkości i odjeżdżają.


          Żona podjeżdża pod gmach szpitala, wysiada z niego i wchodzi dostojnie i spokojnie do budynku bocznymi drzwiami. Krótki korytarzyk prowadzi do sporego pomieszczenia, w którym palą się świece. Żona wchodzi śmiało i potyka się o mężczyznę w białym fartuchu. 

MĘŻCZYZNA: Słucham Panią? 

ŻONA: Przyszłam zidentyfikować ciało. Nazywam się Małgorzata Matlan. 

MĘŻCZYZNA: Zaraz przywieziemy ciało? Jak nazywa się mąż: 

ŻONA: Waldemar Matlan. Został wydobyty godzinę temu. 

MĘŻCZYZNA: Proszę chwilę poczekać. 

          Mężczyzna wychodzi z pomieszczenia bocznymi drzwiami. Słychać stukot drewniaków, w których chodzi mężczyzna. W pomieszczeniu zapada głucha cisza. Kamera pokazuje puste miejsce, w którym za chwilę znajdzie się ciało. Potem najazd kamery na skupioną twarz żony. Po chwili słychać narastający głuchy stukot butów kilku osób i szum łóżka, na którym ciało zostaje przywiezione. Narastający stukot jest głośniejszy niż to bywa w rzeczywistości. 

          Wjeżdża ciało na łóżku, za nim pojawiają się: mężczyzna, który popycha wózek, lekarz i mężczyzna, który był poprzednio w pokoju. Mężczyzna, który przywiózł ciało, wychodzi. Lekarz zaprasza żonę do stolika, który znajduje się przy wejściu: 

LEKARZ: Bardzo proszę. 

          Wskazuje ręką krzesło. Żona siada. Siada także drugi mężczyzna. 

LEKARZ: Celem identyfikacji ciała jest uzyskanie pewności, że nowonarodzona osoba jest krewną osoby identyfikującej. Proszę przyjrzeć się nowonarodzonemu i opowiedzieć, co Pani czuje. 

          Żona podchodzi do ciała, które jest rozebrane z garnituru i przykryte prześcieradłem. Ciało wygląda troszkę lepiej niż dwie godziny temu, ale prawdę mówiąc, w dalszym ciągu odrażająco. Ogląda je uważnie z poważną miną. W tym czasie upewnia się, co do swoich uczuć. Po chwili wraca do stolika. 

ŻONA: Panie doktorze, nie wiem, co czuję, jest to pozytywne uczucie, podobne do tego, które czuję do córki.

LEKARZ: Czy nazwałaby Pani to uczucie miłością? 

ŻONA: Myślę, że tak, nie miałam przedtem innego męża.

LEKARZ: Czy jest Pani pewna, że możemy mówić o więzach krwi? 

ŻONA: Tak. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak jest. … Nigdy nie czułam się tak, jak dziś. Mimo tego, że jest obrzydliwy i martwy, czuję, że już go kocham i pokocham jeszcze bardziej, kiedy się obudzi. 

LEKARZ: W Takim razie stwierdzam, że jesteście spokrewnieni. … Zbadaliśmy ciało, procesy życiowe są przywracane zgodnie z przewidywaniami, jakkolwiek nie sposób jeszcze określić stanu zdrowia po przebudzeniu. Czy życzy sobie Pani, aby narodziny nastąpiły w domu, czy w szpitalu? 

ŻONA: Wolałabym, aby narodziny nastąpiły w domu, jeżeli tylko stan zdrowia męża na to pozwoli. 

LEKARZ: W takim razie, to już wszystko. … Dziękujemy Pani. … A my wypełnimy kartę informacyjną. … Damy Pani znać, jeżeli tylko zabranie ciała będzie możliwe … 

          Wstają i żegnają się. Lekarz i drugi mężczyzna uprzejmie i rutynowo, żona z wyrazem ulgi na twarzy. Żona wychodzi z pomieszczenia nie patrząc na ciało; po wypuszczeniu z ręki drzwi szpitalnych, które zamykają się same, spada maska z jej twarzy. Żona opiera się o ścianę szpitala. 

ŻONA: Szit ….


(TRZY DNI PÓŹNIEJ) 

          W typowym polskim mieszkaniu w bloku, na wersalce, w pościeli, w piżamie, leży nowonarodzony mąż. Wygląda jakby spał; jego ciało jest zaróżowione i miękkie, oczy zamknięte. Żona siedzi przy stole na krześle, szyje coś w rękach i ogląda telewizję. Na stole leży robótka, przybory krawieckie, pilot do telewizora i kubek z herbatą. 

          Najazd kamery na męża, który otwiera oczy i spogląda przed siebie. Scena jak z horroru. Następnie scena kręcona oczami męża. Z różowego mroku wyłaniają się niewyraźne kształty, które przeobrażają się w profil żony. Żona oddycha miarowo pochylając się nad mężem. Jej kształt faluje. Z czasem kształt żony staje się wyraźny. Mąż patrzy na nią ciekawie leżąc bez ruchu. 

ŻONA: Nie musisz zaraz wstawać, kochanie! ... Poleż sobie jeszcze, a ja zrobię coś do jedzenia. Może chcesz się czegoś napić? 

          Mąż próbuje się podnieść, ale kiedy robi pierwszy niepewny ruch do przodu, żona delikatnie podtrzymuje go: 

ŻONA: Nie wstawaj, lekarz powiedział, żeby najpierw dać ci wody. ... Chcesz wody? 

MĄŻ: Tak. 

          Żona wychodzi na chwilę do kuchni, wraca z pełnym kubkiem 

ŻONA: Napij się wody. Na inne napoje przyjdzie czas później. Ja mam na imię Gosia i jestem twoją żoną. Mamy córkę Małgosię, która chwilowo jest nieobecna. Ty masz na imię Waldemar i oboje jesteśmy dziecicami Małgosi. 

          Żona siada na łóżku obok męża. Mąż porusza się i spogląda, jakby był zdziwiony. 

MĄŻ: Chciałbym wstać. 

          Żona obejmuje go za szyję. Z jej pomocą mąż spuszcza nogi na podłogę i siada na skraju łóżka. Następnie dźwiga się do góry i opiera ciężar ciała na nogach. Żona podtrzymuje go. Pierwsze kroki nie są łatwe, ale mąż szybko nabiera wprawy. Po kilku krokach może poruszać się o własnych siłach, ale nie puszcza żony. Przyciska się do niej i delikatnie ociera. Widać zadowolenie na jego twarzy. 

          Żona jest wyraźnie zaskoczona: 

ŻONA: O !!! ... A co to? 

          Żona chwyta męża przez spodnie za członek. 

ŻONA: Chyba czas wziąć kąpiel. Chodź do łazienki. ... Tylko najpierw rozbierzmy się. 

(Scena miłosna może być nakręcona i zmontowana w kilku wersjach, w zależności od tego, kto będzie oglądał film. Porządek scen: rozbierają się, idą do łazienki, biorą razem prysznic, idą do łóżka, po bożemu, od tyłu, na jeźdźca, po francusku (pierwszy orgazm), sami sobie (drugi orgazm), po bożemu (trzeci orgazm). Osobą aktywniejszą jest przez cały czas żona) 

(W momencie, w którym następuje orgazm, ruch partnerów i skurcze należy ukazać w taki sposób, jakby następowało wysysanie spermy z pochwy) 

ŻONA: Jak ci było, kochanie? 

MĄŻ: Wspaniale. 

ŻONA: Kocham cię. 

MĄŻ: Ja ciebie też.

          Przez moment leżą przytuleni i odpoczywają. Po chwili wchodzi do mieszkania córka i patrzy zaskoczona. Konsternacja trwa tylko przez chwilkę. 

ŻONA: Poznaj naszą córkę. Małgosia ... 

          Córka podchodzi do łóżka i całuje ojca. 


(NASTĘPNEGO DNIA) 

          W dużym mieście, pod zadbany budynek w centrum miasta, podjeżdża samochód żony; z jego wnętrza wysiada mąż i wchodzi do budynku. Na drugim piętrze znajdują się biura firmy, w której będzie pracował. Mąż podchodzi do lady oddzielającej portiernię. Za ladą siedzi młoda dziewczyna. 

MĄŻ: Moje imię i nazwisko Waldemar Matlan. Chciałbym rozmawiać z dyrektorem. 

RECEPCJONISTKA: Dyrektor czeka na Pana. 

          Przechodzą do gabinetu dyrektora. Dyrektor jest ubrany w ciemny garnitur. Mąż ma na sobie ciemne spodnie, białą koszulę, czarną kamizelkę i marynarkę w delikatną brązowawą kratę. 

DYREKTOR: Dzień Dobry. Proszę siadać. 

MĄŻ: Dzień Dobry. 

DYREKTOR: Witam w naszej firmie. Został Pan wytypowany na stanowisko menedżera. Podstawą naszego wyboru były badania prenatalne. Czy zgadza się Pan pracować z nami. 

MĄŻ: Myślę, że tak, żyję dopiero od wczoraj. Myślę, że czuję się na siłach spełnić wysokie wymagania pańskiej firmy. 

DYREKTOR: Powiedzmy sobie szczerze. Firma, którą reprezentuję, jest największą firmą w tej branży na świecie. To zaszczyt pracować w niej na tak eksponowanym stanowisku. Ponadto, musi Pan zdawać sobie sprawę, że jeżeli Pan odmówi, każda następna propozycja pracy będzie prawdopodobnie gorsza od tej. 

          Chwila milczenia. 

DYREKTOR: Wynagrodzenie jest konkurencyjne. Otrzyma Pan kwotę, która jest określona w dokumencie, który Panu podaję ... 

          Dyrektor podaje mężowi dokument. Kamery nie pokazują wysokości kwoty, która jest w nim wykazana. Mąż czyta dokument, na jego twarzy widać lekkie zdziwienie, ale nie wiadomo, co ono oznacza. 

MĄŻ: Nie wiem, jaka jest siła nabywcza tych pieniędzy, żyję dopiero drugi dzień ... 

DYREKTOR: No, jest to więcej niż zarabia premier tego kraju ... 

MĄŻ: Ile mam czasu do namysłu? Chciałbym się poradzić żony, która ma w tych sprawach większe doświadczenie ode mnie ... 

DYREKTOR: Nie sądzę, aby miał Pan czas do namysłu. Trzeba było się wczoraj zastanawiać. Jeżeli nie zdecyduje się Pan dzisiaj, proszę spróbować jutro, ale nie mogę obiecać, że moja propozycja zachowa aktualność ... Przez cały czas otrzymujemy wyniki badań prenatalnych nowych noworodków. 

MĄŻ: Właściwie, żona radziła mi wczoraj, abym wziął tą pracę. Zgadzam się na proponowane warunki. 

DYREKTOR: W takim razie proszę podpisać dokument, który trzyma Pan w ręce. Oryginał dla Pana. 

          Mąż podpisuje dokument i kopię oddaje dyrektorowi. Dyrektor wstaje i następuje uścisk dłoni. Dyrektor robi to w sposób wytrenowany, konfidencjonalny, mąż w sposób zdecydowany, na ile to możliwe. Widać, że powietrze z niego uszło. 

DYREKTOR: Witam w szeregach najlepszej firmy na świecie. Jesteśmy „the best”, a nasze wysokie standardy są znane i rozpoznawane na całym świecie. Wszyscy jesteśmy na „ty”. Mów mi Zenek. Ewa, moja sekretarka, pokaże ci twoje biurko. Zaraz potem odbierz komputer od Tomka, który zajmuje się sprzętem. Systematycznie będziesz przejmował projekty od Fredka, który zajmował to stanowisko przed tobą, a teraz został seniorem, to znaczy specjalistą. … Zapoznaj się także z regulaminem pracowniczym. Chodzimy tu w ciemnych garniturach. Pracownik powinien mieć inny garnitur na każdy dzień tygodnia. Ja dorobiłem się na razie pięciu.

          Wychodzą do przylegającego pokoju, w którym pracuje Ewa. 

DYREKTOR: Poznaj naszego nowego kolegę, Waldka … 

          Po podaniu sobie rąk Ewa prowadzi Waldka do biurka, które znajduje się na wielkiej sali podzielonej przepierzeniami na boksy zabudowane biurkami, szafami i szafkami. Na sali panuje gwar, chociaż wiele biurek jest pustych. Ewa pokazuje Waldkowi jedno z biurek.


(Kamera pokazuje następne sceny przy akompaniamencie szybkiej muzyki, bez słów: Waldek zdejmuje marynarkę, poprawia krawat, otwiera szuflady biurka i sprawdza, co jest w środku; w środku jest kurz, Waldek zdmuchuje kurz, kurz osadza się na krawacie, Waldek strzepuje kurz z krawata. Waldek idzie na wyższe piętro, gdzie od Tomka odbiera swój komputer. W kantorku Tomka panuje straszny bałagan, części komputerowe leżą porozkładane na biurkach i podłodze razem z kartonami, śrubokrętami itp. Pod ścianą stoi kilkanaście toreb z komputerami. Tomek wyszukuje torbę dla Waldka i daje mu ją. Waldek wraca do swojego biurka. Wyjmuje komputer z torby, wyjmuje kable i podłącza komputer do prądu i do sieci. Czasami pyta osób siedzących blisko niego, co ma zrobić. Pytane osoby odpowiadają bardzo chętnie nie okazując zniecierpliwienia, chociaż są zapracowane. Od czasu do czasu Waldek dzwoni do Tomka. Kamera pokazuje jak rozmawiają przez telefon. Waldek ciężko pracuje i czuje się coraz bardziej zmęczony.)


          Do Waldka podchodzi Fredek, pewny siebie i wygadany, trzyma ręce w kieszeni. 

FREDEK: Cześć. Ty pewnie jesteś Waldek? … Fredek. 

          Podają sobie ręce. 

FREDEK: Jak ci się podobają nasze komutery. 

WALDEK: Ładne maszyny. Używamy je w pracy …? 

FREDEK: Używamy, ale ponieważ jesteśmy w czołówce postępu, używamy je jak najmniej. Za kilka lat zrezygnujemy z przeprowadzania badania przy użyciu baz elektronicznych, a później także z używania arkuszy kalkulacyjnych i edytorów tekstu; będziemy liczyć na kalkulatorach i pisać długopisami na kartkach papieru. 

WALDEK: Na czym polega nasza praca? 

FREDEK: Badamy sprawozdania finansowe planowane do wykonania na nadchodzące lata. Przedsiębiorstwa planują swoje dochody i wydatki, a my badamy, czy ich plany są realne. Jeżeli tak, stawiamy naszą pieczątkę. 

WALDEK: A co ja będę robił? 

FREDEK: Będziesz prowadził projekty, które ja do tej pory prowadziłem. Ale już czas na lunch. Może poszlibyśmy coś wydalić? 

WALDEK: Chętnie. 

FREDEK: Tu jest taka mała knajpka „U dziadka”, w której podają domowe jedzenie. Jest ciasna, ale warto iść. 

          Idą do knajpki rozmawiając po drodze. Wchodzą do knajpki, która rzeczywiście jest bardzo mała: dwie ławy, na których się jada po obu stronach, razem dwanaście  osób i dwa stoliki dwuosobowe pod przeciwległą ścianą. 

          Podchodzą do lady. 

WALDEK: Co moglibyśmy wydalić smacznego? 

FREDEK: Polecam szczawiową z jajkiem. Może schabowy lub żeberka z kopytkami?

WALDEK: A żurek? Czy żurek też jest z jajkiem? ... Tak. ... To poproszę żurek z jajkiem i żeberka z kopytkami. 

FREDEK: Dla mnie szczawiowa i żeberka z kopytkami. 

KOBIETA ZA LADĄ: Co do picia? 

WALDEK: Dla mnie cola. 

FREDEK: Dla mnie sok z pomarańczy. 

KOBIETA ZA LADĄ: Bardzo proszę. ... Proszę usiąść, zaraz podam. 

          Siadają przy jednej z ław pod ścianą, na przeciwko siebie. Po chwili kobieta przynosi czarki do zup i szklanki do napojów. 

WALDEK: Powiedz, co ty będziesz teraz robił. 

FREDEK: Będę miał święty spokój. Nie będę musiał zajmować się pierdołami, tylko będę więcej czasu spędzał u klienta. Nie będę ponosił żadnej odpowiedzialności. Złe strony twojej pracy to konieczność podpisywania raportów i ponoszenia odpowiedzialności. Dobre strony to praca głównie w biurze, znikoma ilość wyjazdów do klienta, a także wysokie zarobki. Wybierają .... 

          Zaczynają zwracać zupę do naczyń. Po chwili na talerzu Waldka kształtuje się piękne jajeczko. 

FREDEK: Jakie piękne jajeczko. 

WALDEK: Do takich kwaśnych zup, jak te, które teraz zwracamy, jajeczko jest niezbędne. 

          Odstawiają zwrócone zupki na bok. Po chwili przychodzi Pani i zabiera pełne czarki, a na ich miejsce stawia talerze. Zwracają drugie danie, dopóki nie ukształtują się na talerzach żeberka i kopytka. W czasie obiadu zwracają napoje do szklanek. 


Scenariusz powstał częściowo na podstawie mojego pamiętnika, napisanego w taki sposób, jakby czas biegł w przeciwną stronę. Do mojego pamiętnika prowadzi przycisk Diariusz.

Drugi scenariusz filmowy, opisujący walkę w sieci przed nastaniem ery materii ożywionej, a więc przed nastaniem ery ludzkości, znajdziesz posługując się przyciskiem Scenario 2.

Definicje słów, które nie są dla Ciebie zrozumiałe, znajdziesz w Słownik-u.

Podsumowanie rozważań na temat tego, czy ma sens życie w świecie, w którym czas biegnie w tym samym kierunku, co w świecie, w którym żyjemy, znajdziesz posługując się przyciskiem Konkluzja.

Jeżeli chcesz dać upust własnej wyobraźni i współuczestniczyć w redagowaniu opowieści o świecie istniejącym w czasie biegnącym do tyłu, zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

Pocztę możesz wysłać w każdej sprawie.

Najciekawsze pomysły czytelników i widzów znajdziesz posługując się przyciskiem  Poczta. Mam nadzieję, że znajdziesz tam między innymi scenariusze filmowe, sztuki teatralne, pamiętniki, animacje i filmy.

Przedostatni przycisk prowadzi do strony zawierającej dzieło pod tytułem Zbrodnia na torze łuczniczym.

Ostatni przycisk prowadzi do strony o Gdańsku i do stron zawierających felietony na tematy aktualne.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

***** strona domowa Waldemara Matlana *****