Strona Główna

Słownik

Licencje
Napisz
Poczta
Strona 2
Gdańsk

 

wahadlo
1. Erotyk

Gdybyś w kwiecie twego wieku

Mniej zapachów wydalała,

Narkotyków, dragów, leków,

To byś większe szanse miała.

 

Sztuczność, sztuczność, sztuczność wszędzie

Drażni moje nozdrza, oczy.

Gdy sztuczności się pozbędziesz

Moja miłość cię otoczy,

 

Zaprowadzi cię do łoża

I pogrąży w zespoleniu,

Wyssie ciała twego złoża,

Zaśniesz na moim ramieniu.

 

Uwolnij się od sztuczności

I spełnij moje marzenia.

Niech leże nasze wymości

Subtelny zapach jedzenia.  

2. Jadwiga  

          Siedziałem na sofie i upajałem się wizjami wywołanymi przez wydalanie LSD, gdy nagle poczułem, że muszę coś zjeść. 

          Moje trzewia wydawały się puste, a w żołądku czułem uporczywe ssanie. Skąd wzięło się to natrętne uczucie? Czy z powodu nadużywania narkotyków? Czy z powodu pogarszającego się stanu zdrowia? Podobne stany przeżywałem w młodości, w czasie, gdy moje ciało nie nabrało jeszcze sprawności.  

          Ręką odsunąłem przyklejoną do mnie Jadwigę i wstałem z wysiłkiem z sofy. Wszystko wokół mnie zachybotało się i byłbym upadł, gdyby Jadwiga nie podtrzymała mnie i nie pociągnęła w swoim kierunku na sofę. Jadwiga była nieźle zakręcona, rozgrzana i mięciutka.  

          - Trzymajcie tego faceta.  

          Wstała razem ze mną i podtrzymywała mnie, kiedy szliśmy do jadalni.

          - Teraz musisz jeść? Nie możesz wytrzymać.  

          - Przykro mi Kochanie, ale tak mnie ssie, że nie mogę się powstrzymać… - musiałem jakoś uporać się ze swoim wstydem; przemieszczaliśmy się z trudem przez cały pokój, w którym znajdowało się kilkanaście osób biorących udział w tej bibie oraz przez długi korytarz. 

          Jadwiga doprowadziła mnie do drzwi jadalni; odeszła, kiedy zawisłem na nich. Spróbowałem je otworzyć siłą woli, bo wszystkie moje członki były bezwładne; drzwi skrzypnęły; wszedłem do małej jadalni i zatoczyłem się na muszlę. Z ogromnym wysiłkiem oparłem się o ściany i zdjąłem spodnie. Usiadłem gołą twarzą na muszlę jadalną.

          W dłoniach trzymałem otwór wydalniczy i oddychałem głęboko; pogarszało mi się z sekundy na sekundę od zapachów kosmetycznych i naturalnych wyziewów pozostałych po osobach, które jadały tu przede mną. Kręciło mi się w głowie.  

          Kiedy myślałem, że nic nie wyjdzie z mojego jedzenia, poczułem, że moje wnętrzności napinają się i wciągają w siebie śmierdzącą, oślizłą porcję pożywienia, … a potem drugą, … i trzecią. Ssanie w dołku ustało, ale moje samopoczucie nie poprawiło się, tylko wręcz pogorszyło i poczułem kwaśność w otworze wydalniczym.  

          To znak, że będę jadł przez otwór wydalniczy. … Taki wstyd! … Jednakże nie było czasu, aby się nad tym zastanawiać. Wiedziałem, że nie powstrzymam odruchu wchłaniania, szybko musiałem się odwrócić i wciągnąć pokarm przez otwór wydalniczy. To było okropne. Tylko w zamierzchłej młodości, w czasach, z których niewiele pamiętam, zdarzało mi się coś podobnego. Czułem, jak jakaś potworna siła wyrywa mi trzewia. Skurczami przełyku wciągałem w siebie przez otwór wydalniczy, nos, a nawet oczy, wstrętną maź. Kompletna katastrofa. Pokarm dostawał mi się do tchawicy i płuc, co powodowało kaszel. Jaki wstyd !!!  

          Oddychałem ciężko przez chwilę , a potem opadłem na muszlę jadalną i odpoczywałem. Błysnęło mi przez głowę, że musze posprzątać po sobie i zacząłem po omacku wycierać papierem toaletowym resztki rozbryzganego jedzenia z muszli, siebie i podłogi. Wypłukałem usta i rozpyliłem sztuczny zapach, a raczej smród. Umyłem ręce. Wszystko na nic. Jedyna nadzieja w tym, że inni są tak naprani, że nie zorientują się w moim złym stanie zdrowia.  

          Wyszedłem z jadalni i poszedłem przed siebie. Udało mi się dojść do sofy, na której siedziała Jadwiga, która w mgnieniu oka przejrzała mnie na wylot. Powiedziała:  

          - Wyjdźmy na świeże powietrze.  

          Wyszliśmy przez taras do ogrodu. Było zimno, staliśmy i trzęśliśmy się. Jadwiga zapytała: 

          - Jadłeś przez otwór wydalniczy?  

          - Tak.  

          - Całe szczęście, że w jadalni, a nie w ogródku. Widziałam kiedyś, jak niektórzy pijani lub naćpani jedli w ogródku.  

          Zrobiło mi się niedobrze i poczułem jak kwasy zbierają mi się w przełyku. Jęknąłem. Jadwiga przechyliła moją głowę nad grządkę kwiatków. 

          - No, trudno – powiedziała.  

          Powstrzymałem się siłą woli, odetchnąłem głębiej i przytuliłem się do Jadwigi. „Ona chyba mnie kocha” – pomyślałem – „I ja też ją kocham”. 


Definicje słów, które nie  są dla Ciebie zrozumiałe, znajdziesz w Słownik-u.

Jeżeli chcesz dać upust własnej wyobraźni i współuczestniczyć w redagowaniu opowieści o świecie istniejącym w czasie biegnącym do tyłu, zapoznaj się ze stroną Licencje i skorzystaj z możliwości wysłania poczty do twórcy tej strony (mailto:wmatlan@else.com.pl).

Pocztę możesz wysłać w każdej sprawie.

Najciekawsze pomysły czytelników i widzów znajdziesz posługując się przyciskiem Poczta. Mam nadzieję, że znajdziesz tam między innymi opowiadania, wiersze i inne różnorodne krótkie formy literackie.

Przedostatni przycisk prowadzi do strony zawierającej dzieło pod tytułem Zbrodnia na torze łuczniczym.

Ostatni przycisk prowadzi do strony o Gdańsku i do stron zawierających felietony na tematy aktualne.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

***** strona domowa Waldemara Matlana *****