Data: 2 styczeń 2009 r.

Dział: Historia

Temat: V kolumna

Rozwinięcie: V kolumna

            1977 roku wydano książkę Julitty Mikulskiej-Bernaś i Franciszka Bernasia pod tytułem "V kolumna". Z tej książki kilka ciekawych informacji:

1. Geneza nazwy. Na pewno nie wiecie skąd się wzięła ta nazwa. Obecnie o V kolumnie nie mówi się w rtv, nie pisze się w gazetach. Pewnie dlatego, że działa ona coraz to skuteczniej i bezczelniej na rzecz Niemiec.

            Otóż nazwa wzięła się z czasów Wojny Hiszpańskiej, w czasie której, przypominam, demokratycznie wybrana republika została obalona przez fasz6ystowską reakcję generała Franco. Dla wielu Franco jest bohaterem, ale to ich problem.

            "Sformułował go po raz pierwszy gen. Mola. W dniu 3 października, gdy na republikański Madryt nacierały z czterech stron, a mianowicie zachodu, północnego zachodu, południowego zachodu i południa, cztery kolumny wojsk faszystowskich, generał ten ogłosił przez radio, iż Madryt zostanie nieuchronnie zdobyty.

            - Oprócz czterech nacierających kolumn - powiedział on - posiadam w Madrycie jeszcze jedną, piątą kolumnę - a ta jest najważniejsza.

            Owa "quinta colonna facciosa", to przyczajone w mieście dywersyjne bojówki faszystowskie" (str. 12)

2. Międzynarodówka Antysemicka. Już w 1925 r. w Bukareszcie odbył się zjazd partii antyfaszystowskich z Niemiec, Węgier i Rumunii. Na zjeździe tym utworzono organizację o nazwie Federacja Partii Antysemickich. Więc tezę, że to naziści wymyślili antysemityzm i "omamili" nim uczciwych Niemców, można włożyć między bajki.

3. Solidarność Francuska. Solidarite Francaise - partia faszystowska założona przed II Wojną Światową przez Francois Coty. Dowodzona przez Jeana Renaud.

4. Hans Speidel.

            "Bezpośrednim organizatorem zamachu na życie króla Jugosławii Aleksandra i ministra spraw zagranicznych Francji Louis Barthou, był - na zlecenie Hermanna Goringa - ówczesny zastępca niemieckiego attache militaire w Paryżu Hans Speidel. Ten sam, którego znamy z niesławnej działalności podczas II wojny, a później jako dowódcę sił lądowych NATO w Europie Środkowej i generała Bundeswehry..." (str. 79)

            Louis Barthou był ostatnim przedstawicielem rządu francuskiego, który dążył do stworzenia organizacji obejmującej Francję, Czechosłowację, Jugosławię i inne państwa, wymierzonej przeciwko faszystowskim Niemcom i Włochom.

5. Ernst von Weizsacker. Chodzi o ojca prezydenta Niemiec Richarda. Ernst pracował w dyplomacji i podobno nie był zbrodniarzem wojennym.

            "28 marca 1938 r. fuhrer Niemców sudeckich zostaje przyjęty przez fuhrera III Rzeszy, a następnego dnia odbywa się na Wilhelmstrasse tajna konferencja, w której oprócz Ribbentropa, udział wzięli (...) Ernst Weisacker (...) i Henlein. Ribbentrop przekazał zebranym ścisłe instrukcje Hitlera dotyczące rozpoczęcia akcji dywersyjnej przeciwko Czechosłowacji. Omówiono szczegóły taktyczne i organizacyjne. Od tej chwili SDP dążyć będzie do rozbicia od wewnątrz kraju, który ma być po Austrii następną ofiarą Hitlera. W dniu tym przysłowiowe kości zostają (tajnie co prawda) rzucone." (str. 96)

            Wymowa tej notatki jest jednoznaczna.

6. Walter Runciman of Doxford. To jeden z tych idiotów, którzy patrzą, a nie widzą. Podobnego idiotę, Henry'ego Wallace - byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, opisała Anne Appelbaum, żona Radka Sikorskiego, który ma szansę zostać szefem NATO, w książce "GUŁ-ag". Facet pojechał z wizytą do ZSRR, oglądał radzieckie obozy i na skutej tego doświadczenia doszedł do wniosku, że ZSRR to doskonale rozwijający się kraj o gospodarce rynkowej. Zaś Runciman...

            "Objechał on w trakcie swej misji Sudety, gorąco witany i przyjmowany przez Niemców, którzy na wszelkie sposoby starali się przedstawić mu swe krzywdy, nie cofając się przed tego rodzaju "efektami", jak "spontaniczne" prośby dzieci, "łzy matek" i masowe skandowanie rymowanego hasełka, gdzie słowo "Hitler" zastąpiono słowem "Lord":

            "Lieber Lord mach uns frei

            von der Tschechoslowakei!"

            Wzruszony ich "niedolą" lord wypowiedział się w swym ostatecznym raporcie na rzecz Niemców sudeckich." (str. 103)

7. OUN. W 1920 r. została założona przez Jewhena Konowalca, szefa sztabu atamana Semena Petlury, tajna Ukraińska Organizacja Wojskowa (UWO), której zadaniem była działalność terrorystyczna i dywersyjna skierowana przeciwko Polsce i ZSRR. Po rozbiciu UWO, Konowalec założył w 1929 r. Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). OUN miała swoje placówki w Austrii, Czechosłowacji, Niemczech i Polsce. Niemcy finansowali pisma OUN, które były wydawane w Berlinie. Ośrodki szkoleniowe działały w Pradze, Berlinie i Gdańsku. W 1938 r. Niemcy założyli obóz szkoleniowy nad jeziorem Quenz, w którym szkolili Ukraińców w działalności szpiegowskiej. Osoby, które skończyły kurs, zostały następnie przerzucone do Polski.

            I teraz uwaga, informacja niezwykle ciekawa:

            "Miejscem, w którym zbiegały się wszystkie nici dywersyjnej i szpiegowskiej działalności OUN, było w przededniu wybuchu II wojny światowej biuro gdańskiej firmy spedycyjnej C. Hartwig. Punktem kontaktowym była lwowska ekspozytura firmy mieszczącej się przy ulicy Leona Sapiehy. . (...) Jednym z filarów organizacji, zajmującym się dokonywaniem przerzutów ludzi i potrzebnego im sprzętu oraz pieniędzy z Gdańska do Polski, był Andrzej Fedyna używający pseudonimów "Sak", "Sakowskyj", "Mojsej". On to m. in. ułatwił ucieczkę z Polski Mikołaja Łebędzia zabójcy polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego." (str. 146)

            Po wojnie na bazie mienia spółki rozpoczęła działalność polska spółka o jakiejś neutralnej nazwie. Jednakże klienci nie chcieli korzystać z jej firmy. Po przywróceniu nazwy C. Hartwig jakoś to poszło. W 1970 r. firma rozpadła się na kilka spółek o tej samej nazwie z siedzibami w Gdyni, Katowicach, Warszawie i innych miastach.

            Ukraińcy spodziewali się otrzymać Ukrainę Zakarpacką po rozpadzie Czechosłowacji, ale Niemcy przekazali ją Węgrom.

8. V kolumna w Polsce. W Polsce przed II Wojną Światową prowadzono politykę nie zadrażniania stosunków politycznych z Niemcami (a więc taką jak teraz). Opinia publiczna nie dowiadywała się o aktach agresji niemieckiej w Polsce, a każdy odruch samoobrony Polaków był przedstawiany przez propagandę niemiecka jako zamach dokonany na prawa mniejszości niemieckiej w Polsce. Tymczasem w Polsce działały niemieckie organizacje, legalne i nielegalne, których celem było popieranie Hitlera. Największe z nich to: Jungdeutsche Partei in Polen (JDP), Deutsche Vereinigung (DtV), Selbstschutz (Samoobrona) - tajna organizacja na Pomorzu i w Wielkopolsce, Freikops (Korpus Ochotniczy) - tajna organizacja na Śląsku, Legion Pomorski - utworzony z Niemców zbiegłych z Polski.

            Po odrzuceniu przez Polskę niemieckich żądań oddania Gdańska i autostrady eksterytorialnej z Prus wschodnich do Prus Zachodnich...

            "Centrum antypolskich prowokacji staje się Gdańsk. Powstaje tam tzw. Legion Gdański złożony ze studentów Politechniki Gdańskiej i młodych uciekinierów z Pomorza. Obok istniejącego już w Prusach Wschodnich Legionu Pomorskiego władze niemieckie tworzą szereg korpusów ochotniczych, mających ściśle współdziałać z istniejącymi w Polsce grupami Selbstschutzu. Na terenie Śląska utworzono gęstą sieć grup szturmowo-dywersyjnych, kierowanych bezpośrednio przez II Oddział Abwehry." (str.147)

            Niektóre działania dywersyjne przed wybuchem wojny:

12 sierpnia - grupa Willy Pissarskiego zaatakowała polski urząd celny w Nowym Bytomiu.

23-24 sierpnia - grupy pod dowództwem Karla Rolle dokonały napadu na stację kolejową i urząd celny w Makoszowach oraz polską strażnicę graniczną w Gierałtowicach.

24-25 sierpnia - ostrzelano z broni maszynowej strażnicę polską w Krywaldzie, zaatakowano strażnicę w Dzwonowie, obrzucono granatami Chwalęciny.

25 sierpnia - patrol Wehrmachtu ostrzelał polski strażników w rejonie Ostrołęki.

26 sierpień - zastrzelono dwóch polskich strażników granicznych.

25-26 sierpnia - opanowanie przez grupę szturmową Alberta Herznera z 7 DP Przełęczy Jabłonowskiej; atak nadszedł z terenu Słowacji. Z terenu Słowacji ostrzelano z broni maszynowej stację kolejową Czarne Beskidzkie oraz polską strażnicę graniczną.

od 26 sierpnia - prowokacyjne przeloty samolotów niemieckich nad polską przestrzenią powietrzną, między innymi nad Gdynią i Helem.

            Niektóre niemieckie prowokacje:

            "W połowie sierpnia władze polskie wpadły na trop wieloosobowej bandy dywersyjnej, kierowanej przez Abwehrę, a konkretnie przez SS-hauptsturmfuhrera Nehringa, rezydującego w Bytomiu. Kilkudziesięciu Niemców zostało aresztowanych. W śledztwie okazało się, że są oni członkami JDP lub Gewerkschaft Deutscher Arbeiter. Kilka lokali partyjnych i związkowych opieczętowano, a podczas przeprowadzonych rewizji znaleziono broń, amunicję, puszki z materiałem wybuchowym, radiostacje polowe, ulotki i setki opasek ze swastyką.

            Wojewoda śląski, Michał Grażyński, wydał wówczas rozkaz zamknięcia lokali JDP i aresztowania Rudolfa Wiesnera. Ten jednak zdążył w porę zbiec.

            Jednocześnie na punkcie granicznym dokonano rewizji samochodu senatora Maxa Wambecka, działacza JDP. Limuzyna okazała się małym arsenałem broni, którą usłużny "senator" przewoził z Rzeszy. Został wprawdzie aresztowany, lecz na krótko! Na interwencję niemieckiego ambasadora Hansa von Moltke minister Beck nakazał uwolnienie Wambecka oraz wszystkich zatrzymanych rozkazem wojewody Grażyńskiego dywersantów. z 500 aresztowanych pozostało w areszcie zaledwie 50.

(...)

            24 sierpnia na punkcie granicznym zatrzymano auto konsula niemieckiego w Katowicach, którym usiłował przedostać się do Rzeszy volksdeutsch Hans Thien, legitymizujący się fałszywym paszportem niemieckim.

            W śledztwie przyznał się, iż jest członkiem dywersyjnej grupy. Otrzymała ona za pośrednictwem konsula niemieckiego z Katowic 5 waliz, w których były bomby zegarowe. Sygnał do podłożenia bomb miało dać radio Wrocław lub Gliwice. Podczas rewizji u wspólników Thiena odnaleziono 3 bomby. Dwie pozostałe walizy znikły. W nocy z 25 na 26 sierpnia o godz. 0.45 radio gliwickie nadało umówiony sygnał: "Doktor X soll seine Arbeit machen und dann sich melden (Doktor X ma swoją pracę wykonać i zameldować się). w 15 minut później przy ul. Stawowej w Cieszynie i Młyńskiej w Katowicach wybuchły bomby. Sprawców - Funka i Eichenholtza, wspólników Thiena, ujęła ludność.

            Podobna akcja planowana była również na Pomorzu. Do podpalenia bądź wysadzenia w powietrze przeznaczono ogółem 223 obiekty, będące własnością niemiecką, z tego 32 w Gdańsku i 63 na Pomorzu. Projektowano wysadzenie w powietrze m. in. mostu na Wiśle na terenie Gdańska oraz gdańskiej radiostacji, spalenie kościoła ewangelickiego w powiecie Świecie i teatru w Bygdoszczy, zbezczeszczenie grobu niemieckiego żołnierza na cmentarzu pod Inowrocławiem itp." (str. 151-153)

            Jak wiadomo, pretekstem do rozpoczęcia (bez wypowiedzenia) II Wojny Światowej była prowokacja gliwicka, której nie będziemy tu szczegółowo omawiać, ponieważ jej powszechnie znana. Więźniów obozów koncentracyjnych przebrano w polskie mundury i porzucono na terenie radiostacji nadając komunikat wzywający Polaków do walki z Niemcami.

            Po wybuchu II Wojny Światowej oddziały dywersyjne weszły do akcji na terenie Polski. Nie będę ich szczegółowo opisywać, gdyż nie ma na to miejsca, wspomnę tylko o niektórych na Pomorzu:

            "Jednym z ośrodków kierujących dywersją na Pomorzu był majątek ziemski Kieplin w powiecie tucholskim, własność obszarnika niemieckiego Wiestenberga, byłego oficera armii niemieckiej. On to, tuż przed wybuchem wojny, kierował rozmieszczeniem tajnych radiostacji w ulach, dziuplach drzew, opuszczonych grobowcach itp. miejscach. W ostatnich dniach sierpnia zgromadził u siebie 50-osobową grupę Niemców w wieku od 25-40 lat. W kilka godzin po rozpoczęciu działań wojennych na terenie majątku wylądował transportowiec Luftwaffe przywożąc transport broni oraz kilku oficerów wywiadu. Jeszcze tego samego dnia dywersanci wyruszyli w teren z zadaniem niszczenia sieci łączności i transportu wojsk polskich.

            Podobne zadania otrzymały również i inne działające na tym terenie grupy dywersyjne, jak np. grupa skoncentrowana w majątku Horsta Kuhla w Małym Kacku koło Orłowa, która zaatakowała z broni automatycznej oddział polskich żołnierzy.

            Już od pierwszych dni wojny pociągi polskie, kursujące zwłaszcza na odcinku między Bydgoszczą, Toruniem i Grudziądzem, ostrzeliwane były przez nieuchwytnych napastników. W kilku miejscach dywersanci odważyli się nawet atakować mniejsze dworce kolejowe np. w Łęgnowie, niszczyć zwrotnice i inne urządzenia.

            (...)

            Koloniści niemieccy nie obawiali się ataków lotniczych. Malowali kominy domów na umówiony kolor i odpowiednio znakowali dachy. Współpracowali z lotnictwem nadając sygnały świetlne, dymne i za pomocą luster (w Toruniu stwierdzono 34 wypadki sygnalizowania białymi płachtami i lustrami). Wykoszone lub zaorane pasy w kształcie strzałek kierunkowych wskazywały lotnikom Luftwaffe szlaki pochodu lub odwrotu oddziałów polskich. Nocą miejsca postoju wojsk wskazywano za pomocą rakiet, a przemarsze znaczono płonącymi kopami siana.

            (...)

            Szczególnie groźna okazała się akcja skierowana przeciwko liniom łączności. Już od 1 września artyleria 9 DP pod Chojnicami nie weszła w porę do boju na skutek przecięcia linii telefonicznej, co pozwoliło załodze niemieckiego pociągu pancernego na czasowe opanowanie stacji kolejowej. Podobnie w dwa dni później pod Grudziądzem silny kontratak 67 pp załamał się w ogniu niemieckim z powodu bezczynności polskich baterii, które nie wsparły piechoty na skutek przecięcia w kilku punktach polowych kabli telefonicznych." (str. 166-168) 

            Prowokacyjne zachowanie Niemców w Gdańsku przed i w czasie wojny opisał Brunon Zwarra w kilku książkach. Jego książek nie ma w sprzedaży. Gdańskie środowiska literackie i polityczne nie domagają się wznowienia książek Zwarry, one wolą rozpływać się w zachwytach nad książkami esesmana Grassa, który wypisuje bzdury o polskim podpalaczu Koljaczku. Prezydent Gdańska urządził esesmanowi uroczyste obchody otrzymania nagrody Nobla. Czy takie zachowanie Prezydenta Gdańska leży w interesie Polski? Czy nie lepiej było za te pieniądze wydać książki Zwarry?

            Najbardziej spektakularne akcje V kolumny miały miejsce w Bydgoszczy. Znana jest eksterminacja Bydgoszczan i mieszkańców pobliskich miast w czasie wojny. Przypomnijmy więc w skrócie. W 1939 r. w Bydgoszczy zamieszkiwało ok. 140 tys. osób, z tego 7% stanowili Niemcy. 1 września skoncentrowali się oni w niemieckich zakładach pracy: fabryce "Persil", browarze Brauera, fabryce fortepianów Sommerfelda, fabryce czekolady "Lukullus", Stoczni itp. W nocy z 2 na 3 września rozpoczęto ewakuację z miasta polskiej policji i władz cywilnych, których zastępowała Komenda Placu dowodzona przez majora Wojciecha Albrychta.3 września, po niemieckim bombardowaniu, ok. 9.00 niemiecka V kolumna chwyciła za broń. Rebelia została stłumiona tego samego dnia. Zabito ok. 200 i aresztowano ok. 700 Niemców. Ponieważ wieczorem nadszedł rozkaz ewakuacji wojsk z miasta, niemieckich aresztantów ... wypuszczono na wolność!

            Niemcy odpłacili się w przyjęty w ich kulturze sposób: rozstrzelali ok. 10.000 osób, ok. 12.000 wykończyli w obozach koncentracyjnych, ok. 11.000 wywieźli do Rzeszy ( z tego zmarło ok. 3.000). Jeżeli doliczymy do tego ok. 2.500 Bydgoszczan zabitych podczas działań wojennych to wychodzi na to, że Niemcy zabili ok. 27% ludności polskiej w Bydgoszczy.

            Ale to nie wszystko. Goebbels rozgłosił na cały świat jaki to czarny los zgotowali Polacy swoim sąsiadom Niemcom w Bydgoszczy nazywając opisane wyżej wydarzenie "krwawą niedzielą". Do Polski przyjechała z ekipą Leni Riefenstahl, która opisała w pamiętnikach podobne wydarzenia, które miały miejsce w Końskich. Pamiętniki hitlerówki Riefenstahl można kupić także w Polsce. Z tego opisu wynika, że Polscy cywile wyrzynali biednych niemieckich żołnierzy w czasie snu, ludność niemiecka chciała się mścić na Polakach - mordercach, ale inni, szlachetni Niemcy nie pozwolili na to. Skąd więc wzięło się, Pani Leni kilkadziesiąt milionów trupów podczas tej wojny.

            Przeczytałem ostatnio zbiór felietonów wydanych pod tytułem "Mówią Wieki antologia tekstów 1958-2007", a w tym "Wywiad krzyżacki w czasach Władysława Jagiełły" z 1970 r. Stefana M. Kuczyńskiego. Krzyżacy próbowali oddziaływać na polska politykę poprzez swoich popleczników, to znaczy przez Św. Jadwigę, żonę Jagiełły, Annę Cylejską, jego drugą żonę, Aleksandrę, siostrę króla. To były oddziaływania delikatne przy pomocy subtelnych kłamstw, ukazywania łagodnego oblicza, wykorzystywania mitu o boskim posłannictwie w walce z pogaństwem. Inny rodzaj oddziaływania był potrzebny w przypadku Świdrygiełły, brata Jagiełły, który był zwyczajnym zdrajcą, a także w przypadku, na przykład, burgrabiego Bernarda, który otworzył bramy Bydgoszczy, aby wpuścić Krzyżaków. Burgrabia Bernard to typowa V kolumna.

______________________________________________________________________________________________________________

Możesz skorzystać z przycisków prowadzących do innych stron, zawierających inne dzieła: Efemerydy, Zbrodnia na torze łuczniczym i Gdańsk.

Zakres licencji zawiera strona do której prowadzi przycisk Licencje.

Jeżeli masz ochotę podzielić się uwagami na temat przeczytanego tekstu napisz na adres wmatlan@else.com.pl

_______________________________________________________________________________________________________________

Wszelkie prawa zastrzeżone, a w szczególności odtwarzanie, wystawianie, wykonywanie, reprodukcja, recytacja, adaptacja, przeróbka, aranżacja, przekaz, rozpowszechnianie, publikacja, wprowadzanie do obrotu, publiczne udostępnianie oraz korzystanie z wszystkich innych pól praw autorskich i pokrewnych

Zakazuje się usuwania lub zmiany jakichkolwiek informacji identyfikujących dzieło lub autora oraz informacji o warunkach eksploatacji dzieła

***** strona domowa Waldemara Matlana *****